Amerykański Departament Stanu zaapelował do Polski o ponowne przeanalizowanie ustawy o IPN z punktu widzenia jej potencjalnego wpływu na zasady wolności słowa i "naszej zdolności do pozostania realnymi partnerami". Nowelizacja ustawy o IPN wprowadza kary grzywny lub więzienia do lat trzech za przypisywanie polskiemu narodowi lub państwu odpowiedzialności m.in. za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką.

Andrzej Mężyński: Jak po ostatnich wydarzeniach wygląda sytuacja Polski na arenie międzynarodowej?
Dr Maciej Milczanowski*: Na pewno nieciekawie. Na skutek naszej polityki międzynarodowej ucierpiały relacje z Niemcami i Francją, a przeciwwagą dla tych sporów miały być dobre stosunki z USA. W tej chwili jednak ta strategia została zaburzona. Nie sądzę jednak, by to, co się teraz dzieje na arenie międzynarodowej, było celem polityki Jarosława Kaczyńskiego. Wygląda to tak, jakby sytuacja wymknęła się spod kontroli - prowadząc politykę wewnętrzną, nie doceniono wpływu zagranicy.

Co oznacza oświadczenie Departamentu Stanu? Jak je interpretować?
Nie przypominam sobie tak ostrego oświadczenia ze strony USA ani państw europejskich. Tutaj mści się hurraoptymizm, który można było dostrzec na prawicy, gdy Donald Trump dochodził do władzy. Pamiętam zadowolenie polityków i publicystów, że USA mają wreszcie silnego i stanowczego prezydenta. Tylko że teraz ta jego stanowczość obraca się przeciwko nam. Jeśli bowiem Polska wchodzi w konflikt z Izraelem, to nie ma wątpliwości, po której stronie stanie Trump. Mało tego, oświadczenie Departamentu Stanu pokazuje, że to on przejmuje inicjatywę w tym konflikcie. To oświadczenie może wpłynąć też na negocjacje w sprawie projektu "Wisła", rozmowy o gazociągu Nord Stream 2, jak też naruszyć wiele innych naszych interesów. Najważniejsza jest chyba jednak atmosfera polityczna. Rząd znalazł się bowiem na arenie międzynarodowej w opozycji do wszystkich - nie może nawet liczyć na premiera Węgier, Viktora Orbana. To bowiem polityk, który wie z której strony wieje wiatr i który teraz nam nie pomoże.

Korzysta na tym Moskwa?
Patrząc na nasz region, to ten spór jest dla Rosji korzystny. Widzimy bowiem, że Białoruś stała się integralną częścią militarnego pola rozgrywki rosyjskiej. Moskwa chce też przywrócić Ukrainę do swojej strefy wpływów. W tym momencie, jeśli Polska, która była łącznikiem między Wschodem a Zachodem, wyłamuje się z tej roli, to jest to dla Rosji bardzo korzystne.

Co możemy zrobić w tej sytuacji?
Pierwszym krokiem powinno być weto prezydenta, drugim zaś - natychmiastowa dymisja pana wiceministra Patryka Jakiego, który sam na siebie ściągnął odium tego problemu. Nową ustawę należałoby potem spokojnie procedować w konsultacjach z Izraelem i różnymi środowiskami w Polsce. To nie jest trudne, dziś kilka takich uspokajających komunikatów, wystosowanych do naszych zagranicznych partnerów, rozładowałoby napiętą atmosferę, jednak najwyraźniej władza idzie w zaparte i nie widać końca tego konfliktu. Liczę jednak na opamiętanie.

*Dr Maciej Milczanowski, koordynator Centrum Zimbardo ds. Rozwiązywania Konfliktów WSIiZ Rzeszów i ekspert Fundacji Pułaskiego. Służył też - w stopniu kapitana - w wojsku na misjach w Iraku oraz na Wzgórzach Golan. Jest też autorem bloga, na którym porusza sprawy bezpieczeństwa międzynarodowego.