Kiedy nowy szef TVP Piotr Farfał deklaruje, że nie będzie ulegał politykom, to ja mu wierzę. On wie, że ma przy Woronicza najwyżej sześć miesięcy pracy. Za mniej niż trzy miesiące mija termin zawieszenia starego zarządu. Albo zostanie odwieszony - w co wątpię, albo sytuacja tymczasowości będzie przedłużona na kolejne miesiące. Tak czy owak za - góra - pół roku zostanie pewnie uchwalona nowa ustawa o mediach publicznych i wówczas Piotr Farfał nie będzie miał już czego szukać w TVP. Do tej jednak pory nie ma się czego obawiać ani też o co zabiegać. Ma tak zabazgraną kartotekę, że musi zdawać sobie sprawę z tymczasowości posady prezesa. Może więc politykom nie ulegać, bo i tak nic u nich nie wygra.

Zaznaczmy przy tym, że za polityka nie uważam już Romana Giertycha. Dziś jest on co najwyżej politykiem w przyczajeniu. Jednak jemu Farfał ulegać będzie. Roman Giertych jest jego mocodawcą i to on mu załatwił prezesurę. A pan Farfał nie może liczyć na dłuższą karierę w telewizji publicznej. Latem ktoś mu będzie musiał załatwić jakąś robotę. Któż jeśli nie Giertych?