Anna Wojciechowska: Panie pośle, nie rozumiem: kiedy Robert Kwiatkowski zrehabilitował się na tyle w oczach Platformy Obywatelskiej, by reformować z wami media publiczne? Przecież jeszcze niedawno wskazywaliście go jako jednego z głównych negatywnych bohaterów afery Rywina!
Jarosław Gowin: Nigdy nie zamieniłem ani słowa z Robertem Kwiatkowskim. Dla mnie wiarygodny nie jest. Pamiętam aferę Rywina, pamiętam, jak wyglądała telewizja za rządów Kwiatkowskiego. Po roku 1989 to był niedający się z niczym porównać przykład upartyjnienia mediów publicznych.

A jednak, jak się okazuje, to Robert Kwiatkowski ma być faktycznie współautorem projektu odpartyjnienia tych mediów.
Pracujemy nad tą ustawą z SLD i PSL. Polityka jest sztuką trudnych kompromisów, jeżeli SLD za swojego konsultanta wzięła Roberta Kwiatkowskiego, to mogę tylko ubolewać. Byłoby jednak absurdem z tego powodu sankcjonować obecne status quo.

Ale jakoś ustawy lustracyjnej nie robiliście za wszelką cenę:konsultując się z esbekami czy agentami. Przy mediach nie istnieje poczucie niesmaku?
Chyba Pani przesadziła z tym porównaniem. Ale jakbym chciał mieć dłonie woniejące najlepszymi perfumami, to bym nie wchodził do polityki.

A Robert Kwiatkowski to jakiej jakości perfumy?
Nie używam określeń obraźliwych dla człowieka.

Zatem zmiany w mediach nawet jeśli będą troszkę śmierdzące?
Dla mnie ważne jest, żeby powstała ustawa, która odpartyjni media publiczne. Jeśli przyłożą do tego ręce politycy SLD, to bardzo dobrze.

Czyli odpartyjnić media można też z Kwiatkowskim?
Taki ma Pani miły głos, a taki przykry charakter.

Taka niekonsekwencja wskazuje raczej na przykry charakter PO?
Pewnie, że wolałbym reformować media z Dalajlamą. Ale on ma chwilowo inne zajęcia, a poza tym nie zapewni nam większości 3/5, koniecznej do odrzucenia weta prezydenckiego. Chętniej niż z SLD współpracowałbym z PiS-em. Niestety, różnice co do wizji mediów oraz interesy polityczne mamy dramatycznie rozbieżne. Poza tym zachęcam Panią do lektury eseju Maxa Webera: "Etyka w polityce" i zapoznanie się z jego rozróżnieniem etyki przekonań od etyki odpowiedzialności.

Wszystko można na upartego wytłumaczyć etyką odpowiedzialności.
Gdybym był równie wrażliwy moralnie jak Pani, też zostałbym dziennikarzem. Przedstawiciele tego zawodu, jak wiadomo, słyną z bezkompromisowości... Ale jako polityk nie mogę być Hamletem, tylko Fortynbrasem. Odpowiadam za to, by rury kanalizacyjne nie były zatkane i by działało dobre prawo. To wymusza kompromisy, które czasami są dla mnie przykre. No cóż, nie każdemu pisany los subtelnej damy...