Dziennik.plPolityka

Sobota, 26 maja 2012

Imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

"Ta komisja może zabić PO i Tuska"

2010-01-23 | Ostatnia aktualizacja: 21:24 | Komentarze: 0 | skomentuj

Pogoda

POLSKA

Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Tajemnica wąsów marszałka

Niejasną pozycję w całej sytuacji zajmuje marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. To on jest wymieniany jako najpoważniejszy kandydat PO w wyborach prezydenckich, o ile Tusk zrezygnuje. Od kilku miesięcy marszałek dystansuje się od niektórych decyzji rządu, zachęca premiera, by wzorem Jerzego Buzka zabrał się za poważne reformy, nawet jeśli musiałby zapłacić za to utratą poparcia. Wielkim zwolennikiem startu Komorowskiego w wyborach jest Janusz Palikot. "Rozmawiałem z nim o tym. Jestem przekonany, że choć nie jest to łatwe, choć to decyzja trudna dla członków jego rodziny i wymagająca od nich wielkiego wysiłku, Bronisław Komorowski jest zdecydowany kandydować, jeśli taką decyzję podejmie Donald Tusk" - mówił w RMF FM.

Po tym jak w zeszłym tygodniu marszałek Komorowski zgolił wąsy, w Platformie niemal od razu pojawiły się niewybredne żarty, że to znak, iż "Bronek chce być prezydentem". Dlaczego? Z różnych badań opinii publicznej wynika, że Polacy nie za bardzo ufają wąsaczom. A skoro Komorowski po kilkudziesięciu latach zdecydował się pozbyć zarostu, oznacza to, że chce być bardziej wiarygodny. Polityków PO prowadzi to do wniosku, że bardziej wiarygodny chce być tylko po to, by zachęcić do swojej kandydatury wyborców. "To prosty mechanizm. Od kilku dni rozmawiamy o tym z kolegami z partii i innego wyjścia nie ma, zwłaszcza że gdy kilka lat temu ktoś mu powiedział, by się tych wąsisk pozbył, oburzony stwierdził, że zwariowaliśmy" - opowiada nam jeden z polityków PO.

Start marszałka Sejmu mógłby być na rękę Tuskowi. "Komorowski nie ma ambicji partyjnych. Nie wykorzystywałby funkcji prezydenta do zbudowania swojej pozycji. Fotel prezydenta jest mu bardziej potrzebny do zaspokojenia własnego ego" - uważa jeden z naszych rozmówców.

Komu ufa premier?

Ostatni tydzień wyciszył konflikt między Tuskiem a Schetyną. Wcześniej przewodniczący klubu publicznie krytykował premiera za zbyt niską karę dla prezesa NFZ. Po odejściu z rządu były wicepremier konsekwentnie próbuje budować swoją pozycję, odcinając się od premiera. "Został zdradzony przez Tuska, ale jest wobec niego lojalny" - takie opinie można usłyszeć o przewodniczącym klubu PO.

Wciąż aktualne są jego słowa z jesieni zeszłego roku. "Skończyło się wspólne robienie polityki emocjonalnej, opartej na bliskich, osobistych relacjach. Byliśmy ekipą, która razem robiła politykę i wiele innych rzeczy. Spędzaliśmy czas, lubiliśmy ze sobą być, przebywać tutaj w Warszawie" - mówił w wywiadzie dla Polski The Times. Tak więc, jak tłumaczy nam jeden z bliskich współpracowników Tuska, w Platformie obowiązuje nowy sposób działania. "Jesteśmy jak U2, spotykamy się rzadko i potem każdy rozchodzi się do swoich zadań" - mówi, nawiązując do głośnej wypowiedzi Schetyny.

Konflikt na linii Tusk - Schetyna w samej Platformie odbierany jest raczej jako zdrowa konkurencja i próba odróżniania się od siebie. Zdaniem naszych rozmówców nowy przewodniczący klubu PO buduje swoją pozycję w warunkach walki o przywództwo w partii i dlatego zdarza mu się publicznie nie zgadzać z premierem, ale relacje między nimi są wciąż dobre. Ma o tym świadczyć choćby to, że po powrocie z urlopu to właśnie ze Schetyną Tusk konsultował swoje najbliższe posunięcia. Nasi rozmówcy mówią, że różnica polega wyłącznie na tym, że wcześniej Schetyna był jedynym, któremu Tusk ufał, teraz zaś szef rządu równie często konsultuje się z Michałem Bonim i Janem Krzysztofem Bieleckim.

Marcin Graczyk, Agnieszka Sopińska
Źródło: dziennik.pl
« poprzednia1234

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «