Na PO chce głosować 40,34 proc. pytanych Polaków, PiS popiera 28,66 proc. ankietowanych, SLD dostaje 14,64 proc. głosów, a PSL zaledwie 4,36 proc. i nie wchodzi do Sejmu.

Platforma Obywatelska zajmuje w sondażu pewne pierwsze miejsce, ale w porównaniu z grudniem traci ponad 2,5 proc. Zyskuje za to Prawo i Sprawiedliwość, niezmienne są notowania Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Po raz pierwszy w badaniu Homo Homini wynik poniżej progu wyborczego notują ludowcy.

To nie pierwsze ostrzeżenie dla Polskiego Stronnictwa Ludowego. Kilka dni temu sondaż PBS dla "Gazety Wyborczej" pokazał, że mogą liczyć tylko na 3 proc. poparcia.

Czy można już mówić o trwałej tendencji? Zdania ekspertów są podzielone. W ocenie prof. Pawła Śpiewaka niekorzystne wyniki dla PSL obarczone są błędem statystycznego, więc niczego jeszcze nie przesądzają. Wyniku ludowców nie bagatelizuje prof. Radosław Markowski. Według niego w społeczeństwie narasta, choć jak podkreśla powoli, przekonanie, że w Polsce jest cała rzesza ludzi, która niezasłużenie pobiera KRUS czy pieniądze z Unii Europejskiej.

– W Polsce jest około 20 proc. rolników, którzy produkują 3 proc. PKB. I rzeczywiście narastają takie antychłopskie nastroje. Stąd też coraz mniej ludzi myśli o głosowaniu na PSL – mówi politolog. Markowski zaznacza, że na pogarszający wizerunek ludowców wpływa też fakt, że byli już w różnych politycznych koalicjach. To może oznaczać, że politykę traktują instrumentalnie.

Ale prof. Markowski zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. Że spadek notowań PSL może wiązać się także z coraz większym niezadowoleniem dotychczasowych wyborców partii Pawlaka. – Po pięciu latach brania z Unii, chłopom się wydaje, że powinni brać coraz więcej. I w ich ocenie właśnie PSL powinno zapewnić im to branie – ocenia Markowski.

Jedno jest pewne: gdyby wybory odbyły się dziś, Platforma by je wprawdzie wygrała, ale nie miałaby większości w przyszłym parlamencie. To oznacza, że w Sejmie przyszłej kadencji musiałoby dojść do niespotykanej dotąd koalicji. Chyba nikt już nie wierzy w porozumienie na linii Tusk-Kaczyński, a więc PO-PiS. Dlatego do gry mogłaby wejść lewica.

Czytaj dalej >>>


Sondowanie możliwości porozumienia prawicy z lewicą już trwa. Jeszcze we wrześniu na antenie TOK FM były prezydent Aleksander Kwaśniewski, komentując powstanie koalicji medialnej PiS-SLD stwierdził, że jest to wydarzenie, które „dalece wykracza poza kwestię medialną”.

Temat koalicji PiS z SLD powrócił niedawno za sprawą Michała Kamińskiego. Europoseł PiS przyznał, że wyobrażą sobie taką koalicję. Podkreślił też, że dużo bardziej podoba mu się polityka zagraniczna Leszka Millera i Kwaśniewskiego niż Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego. W nieoficjalnych rozmowach z politykami PiS można usłyszeć, że takiego scenariusza nie wyklucza sam Jarosław Kaczyński.

Ale SLD gra raczej porozumienie z PO. W listopadzie Grzegorz Napieralski wprost apelował do Tuska o parlamentarną współpracę. Ostatnio głos w tej sprawie zabrał też europoseł Wojciech Olejniczak. W wywiadzie dla „Super Expressu” stwierdził, że koalicja z PO „to jedna z możliwych opcji”. – Koalicja PiS-SLD dla mnie nie istnieje – zaznaczył.

W taką koalicję nie wierzy też prof. Śpiewak. – To są dwie tak różne formacje i różne style myślenia, że to odpada – mówi socjolog. I zaznacza: – Wysoce prawdopodobny jest za to scenariusz SLD z PO.

Z ekspertów tylko dr Wojciech Jabłoński wierzy w realność obu scenariuszy. – SLD jest już zupełnie wyjałowione z ideowych lewicowych haseł. Minęło już 20 lat, kiedy ochrzczono najpierw SdRP, a później SLD partią postkomunistyczną. I widać, że te historyczne podziały już przejadły – mówi Jabłoński. Jego zdaniem i dla PO i dla PiS liczyć się będzie jedynie dostęp do władzy.