Lech Kaczyński jest jak Barack Obama
MSZ ukarze urzędnika, który nie ostrzegł Kancelarii Prezydenta przed publikowaniem przez Lecha Kaczyńskiego artykułu w "Washington Times". Rzecz w tym, że ta gazeta powstała głównie z pieniędzy założyciela groźnej sekty Moona. Ale polski prezydent nie jest jedynym przywódcą, którego artykuł się w niej znalazł. Trzy tygodnie temu specjalnie dla "Washington Times" swój esej napisał... Barack Obama.
- List Kaczyńskiego do Obamy "pełen gaf"
- Kryzys gra na korzyść Lecha Kaczyńskiego
- Gazeta w USA: Kaczyński to dziecięcy aktor
- Kaczyński nazwany "dziecięcym aktorem"
- Będą kary za kompromitowanie prezydenta
- Prezydent: Brat nie dyktuje mi, co robić
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ówczesny prezydent-elekt USA specjalnie dla "Washington Times" napisał tekst o Martinie Lutherze Kingu. Na łamach tej samej gazety, w której Lech Kaczyński pisał w czwartek o potrzebie "stabilności i bezpieczeństwa", Barack Obama apelował, by Amerykanie razem z nim napisali "kolejny wielki rozdział historii swojego kraju".
Kiedy w "Washington Times" ukazał się list Lecha Kaczyńskiego, oskarżono go o to, że napisał tekst do "złej gazety". Po pierwsze konserwatywnej, po drugiej należącej do założyciela sekty Moona i po trzecie nieczytanej przez Demokratów i Baracka Obamę.
>>>Kaczyński nazwany "dziecięcym aktorem"
W ślady obu prezydentów nie pójdzie więc Donald Tusk. "Nie napisze artykułu" - powiedział nam wczoraj szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak. "Oczywiście kancelaria premiera nie chciałaby zamieszczać artykułu w tej gazecie" - tłumaczy też rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.
Paszkowski zapewnia jednak, że otoczenie szefa rządu w żaden sposób nie było uprzywilejowane przez resortowy Departament Ameryki. Zaprzecza doniesieniom "Gazety Wyborczej" jakoby w resorcie powstała negatywna opinia do prośby redakcji "Washington Times", ale nie trafiła do Pałacu Prezydenckiego. "Zastępca szefa departamentu telefonicznie informowała Kancelarię Prezydenta, że pisanie tego artykułu to nie najlepszy pomysł" - opowiada Paszkowski. Kto i za co zostanie ukarany? "Urzędnik za to, że robił to nie dość dobitnie" - tłumaczy rzecznik MSZ.
Z naszych informacji wynika, że ukarana ma zostać wicedyrektor Departamentu Ameryki Ewa Kinast. To ona zapewnia, że przestrzegała kancelarię prezydenta przed tą publikacją. Ale telefonicznie. "Było sporo rozmów z MSZ na temat tego artykułu, ale merytorycznych" - zapewnia Tomasz Brzeziński z Kancelarii Prezydenta. Jego zdaniem nigdy nie padła nawet sugestia, że jego przesłanie do "Washington Times" byłoby niewskazane.
Minister Radosław Sikorski nie chce nadawać tej sprawie "wielkiego wymiaru". "Ale i pan minister Handzlik, i pan minister Kamiński wiele razy byli w USA i nie dopuszczam myśli, że nie dostrzegali różnicy między <Washington Post>" a <Washington Times>"- powiedział w piątek na konferencji.
Tej różnicy najwyraźniej nie dostrzega także prezydent Obama. On pisze teksty dla obu gazet. W znacznie bardziej znanym i popularnym "Washington Post" jego artykuł został opublikowany w miniony czwartek. Dokładnie tego samego dnia, gdy "Washington Times" opublikował tekst Lecha Kaczyńskiego. W mniej znanym "Washington Times" Obama opublikował tekst trzy tygodnie temu.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!