Do 2012 r. liczba pracujących tam osób rosła. Dopiero niedawno rozpoczęły się redukcje. Liderami pod tym względem są resort spraw zagranicznych, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Sprawiedliwości.
Rekordzistą pod względem wielkości gabinetu politycznego jest wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, który do pracy potrzebuje aż ośmiu doradców. Dwa resorty obchodzą się bez gabinetów (skarbu i rozwoju regionalnego) i nic nie wskazuje na to, by szczególnie na tym traciły. Po 2011 r. znacząco zmalały za to kadry biur i sekretariatów poszczególnych ministrów. Rekordzistą pod tym względem jest Radosław Sikorski, który zatrudnia w sekretariacie 55 osób, choć w ostatnim czasie ta liczba zmalała z 77.
Gabinety polityczne utworzyła w 1996 r. koalicja SLD-PSL w czasie rządów premiera Włodzimierza Cimoszewicza. Od tej pory postulat ich likwidacji jest praktycznie żelaznym punktem programu każdej opozycji. A potem i tak nic z tego nie wychodzi.
W 2009 i 2012 r. projekty ustaw przewidujące zniesienie gabinetów przedstawiło Prawo i Sprawiedliwość. Rzecznik PiS Adam Hofman nazwał podobne komórki , sugerując, że to zwyczajne przechowalnie dla zasłużonych funkcjonariuszy partyjnych lub osobistych kolegów oraz znajomych ministrów.
Z kolei klub lewicy w poprzedniej kadencji proponował ustawowe ograniczenie liczebności podobnych komórek w poszczególnych resortach do dwóch osób.