Formalnie most w Bydgoszczy do soboty będzie nosił imię tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego. 14 lutego wchodzi jednak w życie nowa uchwała rady miasta, która zmieni nazwę na Most Uniwersytecki.

To jednak nie oznacza końca sporów o patrona przeprawy przez Brdę. Politycy przede wszystkim Prawa i Sprawiedliwości, a także środowiska konserwatywne zapowiedzieli dalszą walkę. Ślą pisma do wojewody, w którym domagają się unieważnienia uchwały i obmyślają dalszą strategię.

Tylko ostatnim tygodniu na Trasie Uniwersyteckiej rozwieszono baner: Most Lecha Kaczyńskiego, a Solidarni2010.pl przesłali do urzędu miasta 300 zł na ufundowanie tabliczki z nawą Most. im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na swoim portalu napisali: Oto wola ludu! Lotna brygada z Bydgoszczy nadal działa. Dziękujemy za poprawną tabliczkę na moście! Solidarnie pozdrawiamy.

Za zmianą mostu w Bydgoszczy głosowali radni PO i SLD.

***

Dorota Kalinowska: Jak to jest z tymi uchwałami? Która jest teraz ważna?

Piotr Sitniewski: Ta, którą podjęli radni, jako ostatnią - patrząc z punktu widzenia litery prawa.

Mimo to awantura o most niezgody w Bydgoszczy trwa w najlepsze. Rada mogła co najwyżej przegłosować intencję nazwania mostu im. Lecha Kaczyńskiego, bo nie można nazywać bytów nieistniejących, padają argumenty.

Ale przecież fakt, czy most już był, czy dopiero powstawał nie ma większego znaczenia!
To, czy radni podjęli uchwalę, kiedy nie było jeszcze jej przedmiotu, czy zdecydowali o tym dziś, to skutek jest taki sam. I oznacza ni mniej nie więcej: dziś rada miasta chce by most nazywał się Uniwersytecki. 

Prawica jednak nie odpuszcza i śle wnioski o stwierdzenie nieważności uchwały, która zmienia imię patrona. Jak tłumaczy, chce ułatwić pracę wojewodzie.

Nie wykluczam, że wojewoda może stwierdzić jej nieważność. Ale proszę pamiętać, że wojewoda, jako organ nadzorczy bada tego typu uchwały - jak i inne - wyłącznie z punktu widzenia zgodności z prawem. Nie ma innych kryteriów w tego typu sprawach. 

Radni PiS wskazują na cztery konkretne naruszenia w tym m.in. Europejskiej Karty Samorządu Lokalnego i np. ustawy o samorządzie gminnym.

Naprawdę nie wiem, co musiałoby się stać, jak źle musiałby być przeprowadzony proces uchwałodawczy, żeby stwierdzić jej nieważność. Przyznam, że nadal nie widzę w tej sprawie problemu prawnego. Są gminy, które poprzez analogię, pozbawiały obywatelstwa już raz nadanego. To jest normalna procedura. Rada może w każdym momencie zmienić treść tego typu uchwały. 

Jak w takim razie nazywać to, co dzieje się w Bydgoszczy? 

Folklor lokalny, mówiąc krótko. W moim przekonaniu, jeżeli nadano mostowi imię Lecha Kaczyńskiego, to nie jest tak, że pozbawia się radnych możliwości zmiany tego typu uchwały. Brak jest przeszkód do tego, żeby nazwy nie zmienić.

A gdyby teraz radni chcieli podjąć uchwalę nadającą jeszcze inną nazwę...

...na przykład Che Guevary, to by się na to paragraf znalazło. Polskie przepisy mówią, że promowanie komunizmu i faszyzmu jest nielegalne. Kodeks karny zawiera tego typu regulacje. Takich przykładów jest zresztą dużo. Jak np. w Warszawie chciano nazwać rondo imieniem Dżochara Dudajewa, dla niektórych bohatera, dla niektórych terrorysty, to można znaleźć zawsze jakieś argumenty. Na przykład, że nie jest to osoba godna, itd.

W samorządzie lokalnym coś Pana jeszcze jest w stanie dziwić? 

Nie, już nie (śmiech). Radni mają pomysły z Księżyca - do tego już się przyzwyczaiłem. Są przeróżne pomysły podejmowania uchwał intencyjnych. Żeby nie szukać daleko. Bardzo dużo gmin zdecydowało - na Podkarpaciu głównie, ale i np. miasto Białystok - że były prezydent Aleksander Kwaśniewski jest tam osobą niemile widzianą. Chodziło o jego zachowanie i "pourazowy zespół przeciążeniowy goleni prawej".

A rada miasta ma w ogóle jakieś ograniczenia?

Chociaż może prawie wszystko, to te pojawiają się, kiedy chciałaby np. nadawać nazwy ulic, miejscowości w języku mniejszości. Wtedy musi postępować zgodnie z ustawą o mniejszościach etnicznych i języku regionalnym, co oznacza np., że wymagane są konsultacje. Ale to nie jest niemożliwe, o czym świadczy np. gmina Orla - są tam tablice w dwóch językach, też po białorusku, czy np. Puńsk - litewsku.

Tak poza tym, ograniczeniem dla każdego radnego, a przez to rady, powinien być zawsze zdrowy rozsądek.

Dr Piotr Sitniewski jest prawnikiem, autorem książki ”Dostęp do informacji publicznej w jednostkach samorządu terytorialnego” oraz założycielem i prowadzącym stronę jawnosc.pl. Prowadził szkolenia dla Kancelarii Premiera, od trzech lat współpracuje z Krajową Szkołą Administracji