W 2008 r. głośno stało się o przypadku molestowania seksualnego córki przez ojca, premier Donald Tusk zapowiedział wówczas wprowadzenie chemicznej kastracji pedofilów. Ostatecznie ponad rok trwało przygotowanie prawa, które okazało się bardzo skomplikowane. Ponad dwa lata minęły, by weszło w życie. Wyniki nie są imponujące. Jak wynika z danych resortu sprawiedliwości, w pierwszym roku obowiązywania chemicznej kastracji - rok 2010 - sądy zastosowały ją wobec 6 skazanych, w kolejnym wobec 14, a w 2012 wobec 16.

Po wejściu nowego prawa utworzono 3 odziały zamknięte w szpitalach w Choroszczy, Kłodzku oraz Starogardzie Gdańskim. Dysponują one łącznie 50 łóżkami. Obecnie leczonych jest jedynie 6 osób w Choroszczy.

Oprócz tego powstało 7 ośrodków ambulatoryjnych, między innymi w Gorzowie, Krakowie, Gryficach, w których leczonych jest łącznie 17 pacjentów. Na leczenie trafiają nieliczni. Podczas gdy, jak wynika ze statystyk resortu sprawiedliwości, w 2010 r. za pedofilię skazano 2117 osób, w 2011 - 1880 osób, a w 2012 - 1870 osób.

To od początku było działanie czysto PR-owskie, nie stworzono spójnego systemu leczenia takich osób. Opieka nad takim pacjentem powinna trwać około 20 lat - krytycznie ocenia dr Andrzej Depko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej.

Z kolei w październiku 2010 r. po opisaniu przypadków zatruć i zgonów na skutek użycia dopalaczy rząd wydał wojnę tej branży. Policja w asyście służb sanitarnych i często mediów zamykała sklepy z dopalaczami w całej Polsce. Pierwsze działania okazały się skuteczne. Spożycie tego rodzaju używek oraz liczba wywołanych nimi zatruć znacząco spadły. Ale z czasem branża odżyła w internecie i liczba podejrzeń zatruć dopalaczami zaczęła rosnąć. W 2011 r. główny inspektor sanitarny odnotował 176 takich przypadków, rok później już 279, a do października 2013 r. było ich już aż 721.

Z kolei w 2009 r. po ujawnieniu afery hazardowej, która politycznie uderzała w PO, premier ogłosił wojnę z hazardem. Jej celem były stopniowa likwidacja jednorękich bandytów, podwyższenie podatków dla branży hazardowej i ograniczenie gier losowych w zasadzie do kasyn. Udało się ograniczyć ekspansję jednorękich bandytów. Ale prawo nie zostało przygotowane dostatecznie starannie. W listopadzie Komisja Europejska wzięła Polskę na celownik z powodu uregulowań dotyczących hazardu w internecie. Jeśli Komisja uzna, że nasze prawo jest niezgodne i go nie zmienimy, grożą nam kary.