Wygląda na to, że Janusz Korwin-Mikke postanowił wzmocnić swój wizerunek polityka obrażającego wszystkich i każdego, z kim nie jest mu po drodze. W wywiadzie z tygodnikiem "Do Rzeczy" z pogardą wyraża się na przykład o Frakcji Zielonych, którzy lobbują w europarlamencie za zakazem eksploatacji złóż gazu łupkowego.

Jedyny sposób rozmowy z zielonymi to strzelanie. Nie ma co z nimi dyskutować, przecież to idioci - stwierdza Korwin-Mikke, dodając po chwili, że jednak nie będzie do nich strzelał, bo do ludzi niepełnosprawnych umysłowo nie powinno się strzelać.

Lider Kongresu Nowej Prawicy podkreśla, że dwutlenek węgla produkowany przez cywilizację ludzką nie zaszkodzi klimatowi na Ziemi. Na uwagę dziennikarza, że w niektórych krajach negowanie istnienia efektu cieplarnianego jest karalne, Korwin-Mikke odpowiada:

To jest coś potwornego - Hitlerowi nie przyszłoby do głowy, żeby karać za mówienie o dwutlenku węgla. Żyjemy w tyranii, której nie znał Adolf Hitler - podkreśla i atakuje dalej: - Politycy europejscy - jak pan Barroso - dokładnie naśladują Hitlera. Zakazują palenia papierosów - pomysł Hitlera. Organizują paraolimpiady - też jego pomysł. Tylko że w tym on nie był pierwszy. Wyprzedził go cesarz Kaligula, który kazał inwalidom walczyć na arenie, a widownia ryczała ze śmiechu.

Przy okazji lider KNP uchyla rąbka tajemnicy i zdradza jeden z punktów swojego programu.

Domagamy się przywrócenia pojęcia "głowy rodziny", by ojciec mógł na miesiąc zamknąć dziecko w pokoju, by je odizolować od narkotyków, by mógł je sprać pasem, jeśli trzeba, albo wyrzucić z domu, by nie deprawowało innych dzieci - podkreśla.

Oprócz tych planów, jeśli chodzi o jego przyszłą aktywność w europarlamencie, to jedną z rzeczy, jakie planuje zrobić w pierwszej kolejności, będzie atak na Michała Boniego, europosła PO. - Gdy się nawinie, dostanie w zęby - zapowiada Janusz Korwin-Mikke i wyjaśnia: - Gdy zrobiłem ustawę lustracyjną, on pojawił się na mównicy sejmowej, nazwał mnie idiotę i oszołomem, że mogę go podejrzewać. Parę lat później przyznał się, że był agentem. Nie przeprosił mnie, więc gdy go spotkam, dam mu w mordę. Stanie się to pewnie w Parlamencie Europejskim - podkreśla przyszły europoseł.