"GW" rozmawiała z politykami PO i specjalistami od PR zaangażowanymi w walkę o kolejną kadencję dla prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Z relacji wyłania się obraz potwornego bałaganu, kompetencyjnego zamętu oraz frakcyjnych walk w Pałacu Prezydenckim i samej Platformie - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

W kampanii prezydenta Komorowskiego od początku funkcjonowały dwa sztaby: jeden w Pałacu i drugi kierowany przez posła PO Roberta Tyszkiewicza. "GW" sugeruje, że praca sztabu Tyszkiewicza była bez znaczenia, bo ostatecznie decyzje i tak zapadały w Pałacu, w którym panowało przekonanie, iż prezydentura Komorowskiego jest świetna, więc sama się obroni.

Efekty okazały się opłakane dla Bronisława Komorowskiego.

Okazało się, że nikt nawet nie obejrzał spotu wyborczego o Andrzeju Dudzie i in vitro. Materiał został przygotowany przez Jerzego Orłowskiego - autora dwóch zwycięskich kampanii wyborczych PiS z 2005 r. To właśnie on stworzył słynny klip wyborczy o pustej lodówce i mdlejących pluszakach.

Spot o in vitro, który bił w Andrzeja Dudę był gotowy już 18 kwietnia, ale pokazano go dopiero pięć dni przed pierwszą turą! Za późno...

To nie koniec kampanijnych wpadek otoczenia prezydenta Komorowskiego. Cała Polska widziała, jak wyglądały spacery wyborcze Bronisława Komorowskiego, do tego prezydent rzadziej wyjeżdżał w teren niż Andrzej Duda. Brakowało nawet materiałów wyborczych, szczególnie po I turze - zauważa "Gazeta Wyborcza".

Według informatorów "GW" rząd był absolutnie zaskoczony inicjatywami Komorowskiego. Referendum w sprawie JOW-ów zostało ogłoszone bez wiedzy Ewy Kopacz, tak samo zresztą jak pomysł przechodzenia na emeryturę po 40 latach pracy.

ZOBACZ TEŻ: Ziobro o Michniku: Marny wizjoner, nie mógłby być nawet wróżem>>>