Chodzi o posiedzenie Senatu rozpoczęte w ubiegłym tygodniu. W czwartek 6 października, po tym gdy prezes TK Andrzej Rzepliński przedstawił informację o działaniach Trybunału w 2015 r., senator PiS Jan Maria Jackowski zgłosił wniosek o przerwę w obradach do 19 października - na ten dzień zaplanowano również rozpoczęcie kolejnego posiedzenia izby.

Jackowski swój wniosek uzasadniał tym, że senatorowie muszą przygotować się do debaty nad informacją przedstawioną przez prezes TK, który - według senatora PiS - w swym wystąpieniu "wyszedł poza zakres merytoryczny punktu, którym była informacja o działalności TK w 2015 r. i podjął się recenzowania aktualnych prac parlamentu".

Prowadzący wówczas obrady wicemarszałek Borusewicz, po ustaleniu, że 19 października prezes TK nie może być obecny w Senacie, ogłosił przerwę w obradach do 20 października. Jeszcze tego samego dnia marszałek Karczewski oświadczył, że ta decyzja nie była konsultowana i że Borusewicz stracił jego zaufanie.

W środę na briefingu prasowym Karczewski stwierdził, że decyzja podjęta przez Borusewicza "była kuriozalna, zaskakująca".

Zmieniam w tej chwili decyzję o tak długiej przerwie. Wznowimy obrady 18 października. Następne posiedzenie, które miało odbyć się 19 października, odbędzie się 19 października, zgodnie z założeniami wcześniejszymi - oświadczył.

Jak mówił, "wycofuje" decyzję Borusewicza, który - zdaniem Karczewskiego - podczas prowadzenia obrad popełnił bardzo wiele błędów proceduralnych, w tym nie poddał pod głosowanie wniosku formalnego, zgłoszonego przez senatora Jackowskiego.

Mam opinię i swoje przemyślenia, i swoje obserwacje, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że wicemarszałek postąpił niezgodnie z regulaminem i wbrew logice również, przesuwając posiedzenie, ogłaszając przerwę, tak długą przerwę - powiedział Karczewski.

Według niego "po raz pierwszy w historii polskiego parlamentaryzmu po 1989 r. wicemarszałek ogłosił przerwę bez konsultacji z marszałkiem Senatu". Tu ta droga została pominięta, pan marszałek nie konsultował się ze mną, tylko konsultował się z prezesem Rzeplińskim co do długości przerwy, co uważam za przekroczenie kolejnej granicy - powiedział marszałek Senatu.

Pytany, czy Borusewicz powinien dalej prowadzić obrady Senatu, Karczewski odpowiedział, że w chwili, kiedy dowiedział się o "arbitralnej" decyzji wicemarszałka, powiedział w gronie kilku senatorów, którzy znajdowali się wówczas na sali, że Borusewicz nie będzie prowadził obrad. Ja to podtrzymuję, bo nie będzie prowadził obrad - powiedział Karczewski.

Zaznaczył przy tym, że nie ma procedury, w której marszałek izby odwołuje wicemarszałka. To jest decyzja minimum 34 senatorów, pod takim wnioskiem musi się podpisać aż tylu senatorów - dodał Karczewski.

Jeszcze w dniu, w którym ogłoszona została przerwa w obradach Senatu, Karczewski mówił, że Borusewicz stracił jego zaufanie i że senatorowie PiS rozpatrują możliwość odwołania go z funkcji wicemarszałka. Karczewski stwierdził wtedy także, że wręczenie Rzeplińskiemu przez Borusewicza - już po ogłoszeniu przerwy w obradach - medalu w imieniu grupy senatorów, to była "taka demonstracja polityczna, z wykorzystaniem symboli Senatu, nieuzasadniona i niepotrzebna".

Tego samego dnia Borusewicz zapewnił, że miał prawo ogłosić przerwę w obradach Senatu. Jako "nadmiernie emocjonalną" ocenił reakcję Karczewskiego. Mówił, że wcześniej rozmawiał z marszałkiem Senatu na spotkaniu Konwentu Seniorów. Wydawało się, że wszystkie sprawy zostały wyjaśnione - stwierdził wówczas Borusewicz.

Przekonywał też, że decyzję o ogłoszeniu przerwy podjął zgodnie z regulaminem Senatu. Jak mówił "marszałek prowadzący podejmuje decyzje dotyczące przerwy i w zasadzie w Senacie, jeżeli ktoś wnioskuje o przerwę, to ona jest uwzględniana". Sprawa pod względem regulaminowym jest zupełnie jasna - zapewnił.

Borusewicz zaznaczał również, że o przerwę w posiedzeniu Senatu do 19 października wnioskował senator Jackowski i "uzasadniał to tym, że i on i senatorowie nie mają czasu przygotować się do debaty nad informacją prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego". Uznałem, że jest to dostateczne uzasadnienie, które trzeba wziąć pod uwagę - wyjaśnił Borusewicz.

Jak dodał, sądził, iż wniosek Jackowskiego został "uzgodniony w PiS". Przecież to znaczący senator PiS, który w bardzo wielu miejscach, mediach, reprezentuje PiS, występował z tym wnioskiem. Nie miałem żadnych przesłanek do oceny, że to jest jego indywidualna inicjatywa - zaznaczył wicemarszałek.W poniedziałek Karczewski w TVN24 mówił, że o sprawie ewentualnego wniosku o odwołanie Borusewicza z funkcji wicemarszałka Izby będzie dyskutował senacki klub PiS. Ja byłbym umiarkowanym zwolennikiem tego, żeby go nie odwołać – dodał wtedy.