Szczerze powiedziawszy, patrzę z niejakim zdziwieniem na ludzi obdarzonych demokratycznym mandatem, najwyższym stopniem zaufania, którzy zbyt łatwo przegrywają  to wszystko, co nazywamy państwem prawa. Nie widzę determinacji, nie widzę oporu. Nie widać woli podejmowania jakiegokolwiek ryzyka czy też próby nadawania tonu - mówi "Rzeczpospolitej" Władysław Frasyniuk. Dlatego też ostrzega, że opozycja zdaje ostatni egzamin. Jeśli nie wstrzyma tej dewastacji państwa prawa, to będzie za nią współodpowiedzialna. I będzie w pewnym stopniu współuczestnikiem tego przestępstwa - twierdzi.

Frasyniuk atakuje też język, którym posługują się przeciwnicy PiS. Opozycja mówi, że zgadza się w sprawach fundamentalnych. Ale i pan i ja nie wiemy, co to oznacza. Czy jest jakaś próba nakreślenia tych wartości, czy tego progu, czy oni tworzą wspólny front, który będzie funkcjonował do czasu pokonania PiS? - pyta legenda Solidarności.

Frasyniuk zarzuca też opozycji, że nie ma lidera. Nie wierzy też, że mógłby być nim Donald Tusk. Prawdziwy lider musi być tutaj, musi być w Polsce, musi przemawiać z sejmowej mównicy i być pod ochroną immunitetu. Tylko wtedy będzie realnie istniał na polskiej scenie politycznej - podsumowuje.