Dziennik Gazeta Prawana logo

Ukraiński jad może zatruć Polskę

13 października 2007, 16:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czeka nas ekologiczna katastrofa. Zatrute wody, zakażone uprawy i ludzie masowo zapadający na nowotwory - to nie scenariusz filmu grozy. Taka już wkrótce może być rzeczywistość. Tuż przy polskiej granicy Ukraińcy umieścili kilkanaście skorodowanych betonowych silosów z niezwykle groźnymi pestycydami. Ekolodzy alarmują - tragedia jest tuż-tuż - alarmuje "Fakt".

Zbiorniki ze śmiercionośnymi substancjami Ukraińcy zwieźli z fabryk produkujących środki ochrony roślin do maleńkiej wioski Sianki, tuż przy polskiej granicy. Kiedyś ziemie te należały do nas - od czasów wojny polska część tej mieściny nie jest już zamieszkana.

Tuż przy granicy, na wzniesieniu, stoi kilkanaście ogromnych betonowych silosów. W większości skorodowanych i przeciekających. Wszystkie oznaczone są napisanym cyrylicą słowem "jad". Po ukraińsku to ni mniej, ni więcej, a po prostu "trucizna". Nikt nie pilnuje tego składowiska, które w istocie jest bombą ekologiczną z opóźnionym zapłonem. Dla formalności tylko - teren otoczono niezbyt gęstym ogrodzeniem z drutu kolczastego. W sąsiedztwie bawią się dzieci i pasą krowy - informuje "Fakt".

Prawdziwe zagrożenie zawartość betonowych silosów stanowi jednak dla Polski. Bateria silosów stoi bowiem na wzniesieniu - w razie poważniejszej awarii bądź ataku terrorystycznego - wszystkie te śmiercionośne substancje trafią do nas. Ekolodzy podejrzewają, że wśród składowanych w Siankach pestycydów może być DDT - trucizna używana powszechnie w latach 60. do unieszkodliwiania szkodników upraw, której dziś już się jednak w rolnictwie nie stosuje - martwi się "Fakt".

Okazało się bowiem, że DDT zalega w glebie nawet przez kilkadziesiąt lat. I dlatego ukraińska trucizna wciąż jest bardzo groźna. Wraz z wodami gruntowymi może trafić do rzeki San, który jest dostarczycielem wody dla takich dużych polskich miast jak Przemyśl i Jarosław. W dalszej perspektywie skażone może zostać całe Podkarpacie - alarmuje bulwarówka.

Niestety, władze obydwu krajów zdają się bagatelizować zagrożenie. Ukraińcy zobowiązali się do usunięcia śmiercionośnych zbiorników do czerwca 2007 r. Silosy nadal stoją, bo nasi wschodni sąsiedzi na utylizację toksycznych substancji po prostu nie mają pieniędzy. Nie lepiej jest po polskiej stronie. Lokalnym władzom odpowiedzialnym za ochronę środowiska kilka dni zajmuje zebranie szczątkowych informacji o tym palącym problemie.

Sprawy nie bagatelizują jednak obrońcy przyrody i lekarze. "Już raz znaleziono w Sanie pochodzące z Sianek niebezpieczne pestycydy" - przekonuje Łukasz Supergan z Greenpeace Polska. O szkodliwości tych substancji zaświadcza doc. dr hab. Grażyna Kostka z Zakładu Toksykologii Środowiskowej Państwowego Zakładu Higieny. "Pestycydy oczywiście mogą mieć wpływ na większą zachorowalność na nowotwory" - ostrzega w "Fakcie".

Zatrucie DDT prowadzi do śmierci człowieka. Zaczyna się od wzmożonej pobudliwości, zaburzenia koordynacji ruchów, drgawek i wymiotów. Zgon następuje w wyniku obrzęku płuc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj