Tuż przed kryzysowym szczytem przywódców strefy euro uaktywnili się Francuzi. Twierdzą, że mają sposób na to, w jaki sposób obciążyć prywatnych inwestorów częścią greckiego długu tak, aby agencje ratingowe nie uznały tego za bankructwo Aten. I wracają do pomysłu podatku bankowego, który miałby obowiązywać na terenie unii walutowej. Prezydent Nicolas Sarkozy poleciał wczoraj do Berlinu, aby przekonać do takiego rozwiązania Angelę Merkel.

– Ta koncepcja nie narzuca bankom żadnego rozwiązania w sprawie greckich obligacji, a więc nie będzie uznawana przez agencje ratingowe za bankructwo – powiedział przed odlotem Sarkozy’ego francuski minister ds. europejskich Jean Leonetti.

Zgodnie z dokumentem przygotowanym na czwartkowy szczyt, którego treść opublikował Reuters, wszystkie banki strefy euro miałyby płacić identyczny podatek od zysku, niezależnie od tego, czy posiadają greckie obligacje, czy nie. W ten sposób Bruksela mogłaby zebrać 10 mld euro rocznie. W ciągu 3 lat suma urosłaby do 30 mld euro, czyli prawie 1/3 nowego pakietu pomocowego dla Grecji, który ma być wypłacany do 2014 roku. Merkel chce, aby banki właśnie w takiej proporcji uczestniczyły w pomocy dla Aten.

Francuski pomysł, który popiera Komisja Europejska, wywołał oburzenie banków. – Rozwiązanie nakłada potężny ciężar na instytucje finansowe, które przecież tylko w niewielkim stopniu kredytowały Grecję – zwraca uwagę Michael Kemmer, dyrektor Niemieckiego Stowarzyszenia Bankowców. Jego francuski odpowiednik Francois Perol uważa, że nowy podatek jest niesprawiedliwy, bo w równym stopniu karze banki, które zarabiały na greckim długu, jak i te, które nigdy go nie kupiły.


W dokumencie publikowanym przez Reutersa zapisano jeszcze dwie inne opcje redukcji greckiego długu. Pierwsza zakłada, że Europejski Instrument Stabilności Finansowej (EFSM) będzie skupował greckie obligacje po cenie odpowiadającej zaledwie 60 procentom ich nominalnej wartości. Drugi przewiduje, że banki będą zmuszone do zamiany posiadanych obligacji Grecji na bony o znacznie dłuższym okresie zapadalności. Jednak autorzy dokumentu ostrzegają, że oba te przypadki zostaną uznane przez agencje ratingowe za bankructwo. A to może spowodować panikę na rynkach finansowych, która doprowadzi do niewypłacalności Portugalię, Irlandię, a nawet Hiszpanię i Włochy. W dokumencie wskazano np., że na niewypłacalności Portugalii hiszpańskie banki poniosłyby 80 mld euro strat i „z trudem mogłyby wytrzymać taki cios”. Dlatego, zdaniem „Die Welt”, te dwie ostatnie opcje mogą zostać zapisane na szczycie tylko jako dobrowolne scenariusze dla banków.

W ramach drugiego pakietu pomocowego Grecja miałaby otrzymać 90 – 110 mld euro w ciągu 3 lat na wykupienie własnego długu. Jednocześnie oprocentowanie kredytów otrzymanych od Unii i MFW zostałoby obniżone z 4,5 do 3,5 proc. Dzięki temu grecki dług mógłby zostać sprowadzony do rozmiarów możliwych do udźwignięcia przez Ateny.

Berlin dyskontuje kryzys

Niemcy są jedynym krajem Europy, który... zyskał na kryzysie strefy euro. Taki wniosek wyciągnął główny analityk Bremer Landesbanku Folker Hellmeyer.

Ekonomista w wywiadzie dla lokalnego dziennika „Weser-Kurier” dowodzi, że Berlin dzięki kłopotom partnerów z południa Europy zaoszczędził w ciągu ostatnich 18 miesięcy ok. 18 mld euro. Zdaniem Hellmeyera to rezultat spadku rentowności niemieckich obligacji o 1,5 proc., co pozwoliło obniżyć o wymienioną kwotę koszty obsługi długu. Rentowność zaś spadła, ponieważ inwestorzy uciekający od obligacji greckich czy portugalskich najchętniej wybierali pewne papiery skarbowe największej gospodarki UE.