20 tysięcy żołnierzy rosyjskich tuż przy granicy z Ukrainą. To może oznaczać coraz większe ryzyko inwazji Rosji na ten kraj. Takie informacje podała kwatera główna NATO.
Zbigniew Pisarski z Fundacji Pułaskiego uważa, że Rosja od początku próbuje przedstawić światu sytuację na Ukrainie jako wymagającą zewnętrznej interwencji, najlepiej pod moskiewskimi sztandarami. Najnowsze analizy sytuacji zdają się to potwierdzać. Mało tego, w jego opinii, szefowie krajów NATO mają jeszcze większą wiedzę na ten temat, ale nie mówią wszystkiego.

Zdaniem Zbigniewa Pisarskiego, Moskwa będzie chciała usankcjonować na arenie międzynarodowej swoją ewentualną misję militarną. Dodaje, że Rosja nie dąży do pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu. Dowodem na to jest rosyjska broń w rękach separatystów czy nieszczelne granice. Gdyby Kremlowi zależało na spokoju w regionie walk, to po prostu uszczelniłby granice - dodaje.

Zdaniem NATO, Rosja może wysłać swoje wojska na Ukrainę pod pretekstem misji humanitarnej lub pokojowej. Nie będziemy zgadywać co Rosja planuje, ale widzimy co robi w tym regionie i to nas bardzo niepokoi - napisała rzeczniczka Sojuszu Oana Lungescu w oświadczeniu dla prasy.