Ponad tysiąc młodych Francuzów wyjechało z kraju, by walczyć u boku bojowników Państwa Islamskiego, a czwartkowy zamach w Nicei to kolejny z serii ataków, które rozpoczęły się od mordów w paryskim satyrycznym tygodniku "Charlie Hebdo" - przypomina "Time".

Francja jest przede wszystkim bliżej powiązana ze światem muzułmańskim niż jakikolwiek inny kraj Zachodu. Od podbicia Algierii w 1830 roku znaczna część muzułmańskiej Afryki stała się przydomowym podwórkiem Francji - pisze amerykański tygodnik.

Po pierwszej wojnie światowej Francja przejęła też kontrolę nad Syrią i Libanem; w Maghrebie osiedliło się wówczas bardzo wielu Francuzów, a po drugiej wojnie światowej do Francji zaczęli w poszukiwaniu pracy w fabrykach napływać imigranci z Afryki Północnej - przypomina "Time".

Gdy nastała era postindustrialna fabryki zamknięto, ale imigranci zostali. I to ich dzieci i wnuki, które czuły się wyłączone z francuskiego społeczeństwa eksplodowały gniewem w 2005 roku. Film "Nienawiść" (La Haine) z 1995 roku pokazał ten wybuch gniewu z uprzedzeniem - pisze tygodnik.

Jesienią 2005 roku, po tragicznej śmierci dwóch nastolatków, którzy zginęli, kiedy ukryli się w transformatorze uciekając przed policją w Clichy-sous-Bois doszło do zamieszek, które następnie ogarnęły niemal całą Francję, a zwłaszcza miejscowości zamieszkane głównie przez imigrantów z Afryki. Płonęły samochody, byli zabici i ranni.

Francja prowadziła też długą i krwawą wojnę w Algierii (1954 - 1962), której echa "odbijają się jeszcze we Francji, zwłaszcza na południu, gdzie Algierczycy, którzy walczyli po obu stronach osiedlili się w Prowansji i sprawili, że konflikt ten nie został zapomniany" - wyjaśnia "Time".

Właśnie tam Jean-Marie Le Pen "komandos żywiący urazę do (generała Charlesa) de Gaulle'a za 'porzucenie' francuskiej Algierii założył skrajnie prawicowy Front Narodowy" - kontynuuje tygodnik.

Przypomina też, że Paryż, broniąc francuskich interesów, angażuje się w konflikty w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, toteż francuskojęzyczne portale internetowe dżihadystów wzywają mieszkających we Francji muzułmanów, by stanęli w obronie "braci i sióstr" przeciw którym przypuszcza ataki "francuski rząd" - pisze "Time".

Państwo Islamskie (IS) wzywa otwarcie do atakowania Francuzów. Kampanię tę rozpoczął w 2014 roku rzecznik IS Abu Mohammed al-Adnani, który powiedział: "Jeśli możecie zabić niewiernego, który jest Amerykaninem lub Europejczykiem - a zwłaszcza brudnym i złym Francuzem (...), to zdajcie się na Allaha i zabijajcie ich w dowolny sposób!".

Z Francji na wojnę w Iraku i Syrii wyjeżdża najwięcej radykalnych dżihadystów. Francuski wywiad obawia się, że mogą oni - po przejściu szkoleń i zahartowaniu w walce - importować terroryzm do Francji.

IS nie ogranicza się do powierzania misji ludziom, których dżihadyści zdołali przeszkolić. Wzywa też domorosłych, europejskich dżihadystów do przeprowadzania zamachów bombowych na takie np. cele jak centra handlowe, zalecając przy tym, by ataki przeprowadzać w piątki, kiedy w sklepach nie ma muzułmanów.

Eksperci uznają, że Francja ma jedne z najsprawniejszych służb antyterrorystycznych, ale nie jest w stanie uchronić się przed zamachami, zwłaszcza organizowanymi przez tzw. samotne wilki, jak sprawca czwartkowej tragedii w Nicei.