W czwartkowym wywiadzie dla dziennika "Voix du Nord", streszczanym w piątek przez liczne media, „kandydat postępu” oskarżał Polskę o „dumping socjalny” i „wygrywanie różnic w systemie podatkowym”. Po czym uznał, że Polska „narusza wszystkie zasady Unii". Macron zapewnił, że jeśli zostanie wybrany, to „w ciągu trzech miesięcy (...) podjęta zostanie decyzja w sprawie Polski".

Wielki dziennik regionalny "Ouest France" określił wypowiedzi Macrona „waleniem pięścią w stół”.

Centrowy kandydat na prezydenta był przepytywany w oglądanym przez miliony Francuzów, dwugodzinnym programie telewizyjnym. Powtarzał w nim dotychczasowe argumenty swej kampanii, twierdząc, że zwalczy bezrobocie poprawiając kwalifikacje zawodowe bezrobotnych i zaostrzając system wypłacania zasiłków. Jednocześnie szkicował bardzo liberalny projekt uelastycznienia prawa pracy, korzystny dla przedsiębiorców, gdyż „to przedsiębiorstwa tworzą miejsca pracy”.

Podczas gdy w internecie cytowano jego wypowiedź dla prasy, że nie pozwoli, „by Europa była taką jak dotychczas”, w telewizji Macron gorąco bronił Unii, zapowiadał ścisłą współpracę z Niemcami i tylko marginalnie zapowiadał, że będzie się starać, by Unia „lepiej chroniła pracowników” i by „globalizacja nie uderzała w nich tak ostro”.

W BFMTV w wieczornej debacie na temat programu telewizyjnego, nieznający zapewne jeszcze wypowiedzi o Polsce, Alexandre Devecchio z dziennika „Le Figaro”, uznał, że „Macron serwował znowu letnią zupkę”.

Natomiast Elsa Freyssenet z ekonomicznej gazety „Les Echos” zwróciła uwagę, że „w poszukiwaniu głosów w drugiej turze Macron sięga do argumentów (swej rywalki, szefowej skrajnie prawicowego Frontu Narodowego - PAP) Marine Le Pen, a ona do argumentów Macrona”. Dziennikarka przypomniała, jak w środę „kandydatka patriotów” określiła się po raz pierwszy w tej kampanii jako „Europejka”, a „Europejczyk” Macron powiedział o sobie, że jest „patriotą”.

Według specjalizującego się w analizie przemówień politycznych Damona Mayaffre z Uniwersytetu Nice-Sophia Antipolis, Macron „twierdząc, że bycie patriotą oznacza, iż chce się śmiało patrzącej na świat, silnej i otwartej Francji w Europie, stara się odebrać prawicy monopol na patriotyzm”.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że na 10 dni przed ostateczną rozgrywką, kandydaci walczą o brakujące głosy i w tym celu muszą wykonywać ukłony zarówno w prawo, jak i w lewo. Macron, tak samo jak Le Pen, chce przyciągnąć jak najwięcej wyborców, którzy głosowali na skrajnie lewicowego Jean-Luca Melenchona, jak i tych, których kandydatem był przedstawiciel centroprawicy Francois Fillon.

Mamy obecnie do czynienia z czysto wyborczymi posunięciami taktycznymi, które w żaden sposób nie są zapowiedzią przyszłej polityki zwycięzcy – tłumaczył komentator radia „France Info” Yael Goosz. Tym bardziej, że jesteśmy w niebywałej sytuacji, gdy wobec perspektywy nowej prezydentury rozpadają się tradycyjne struktury partyjne - zawtórował mu Jonathan Bouchet-Petersen z dziennika „Liberation”.

W debatach przed pierwszą turą francuskich wyborów Macron był jedynym kandydatem, który nie dołączył do chóru ataków na polskich pracowników delegowanych. Być może teraz uznał, jak twierdzą niektórzy obserwatorzy, że trzeba zmienić front, aby przyciągnąć tych, których odpycha jego ekonomiczny liberalizm.

To wszystko razem jest mało dżentelmeńskie i okrutnie pozbawione szlachetności. Wybrany czy też wybrana 7 maja, będzie miał ogromne zadanie: uzdrowić Francję, chorą na swe złudzenia - napisał Alain Dusart w piątkowym komentarzu dziennika „L’Est Republicain”.