W cotygodniowym programie telewizyjnym prezydent Ekwadoru oskarżył amerykańskiego dyplomatę o wstrzymywanie środków na ekwadorski program antynarkotykowy.

"Niech pan zatrzyma swoje brudne pieniądze, nie chcemy ich. My tu w Ekwadorze mamy godność" - powiedział prezydent. I dał Astordze 48 godzin na opuszczenie kraju. "Nie pozwolimy nikomu, żeby traktował nas jak kolonię" - zakończył prezydent.

Nagły atak prezydenta Correi zaskoczył Amerykanów. Jednak to nie poważne oskarżenia najbardziej zdziwiły Waszyngton, ale moment ich publicznego ogłoszenia. Według ambasady USA amerykański dyplomata zakończył swoją misję i wyjechał z Ekwadoru już ponad miesiąc temu. Amerykanie zapewniają, że dyplomacja będzie próbowała sprawdzić, dlaczego prezydent Correa dopiero dzisiaj wygłosił swoje oświadczenie.

To nie pierwszy antyamerykański wybryk Rafaela Correi. Boliwia odmówiła też przedłużenia dzierżawy baz wojskowych, używanych przez Amerykanów do operacji antynarkotykowych. Lewicowy przywódca Ekwadoru przyjaźni się też ze znanym z antyamerykańskiego kursu prezydentem Wenezueli Hugo Chavezem, który w ubiegłym roku wyrzucił amerykańskiego ambasadora z Caracas.