Najbardziej kosztowne propozycje w ramach kampanii prezydenckiej zgłasza kandydat PiS Andrzej Duda. Mówi, że można pokryć te wydatki, zwiększając dochody budżetu przez bardziej skuteczne ściąganie podatków. Pomysły Bronisława Komorowskiego na ogół nie oznaczają dużych kosztów lub są trudno wycenialne. Zapewne to efekt tego, że urzędującemu prezydentowi trudno równie swobodnie jak kandydatowi opozycji zgłaszać kosztowne pomysły.

Zasiłki na dzieci. Andrzej Duda proponuje po 500 zł miesięcznie na wszystkie dzieci w najbiedniejszych rodzinach i tyle samo od drugiego dziecka w pozostałych. Trudno oszacować dokładne skutki, bo nie wiadomo, jakie byłyby kryteria przyznawania świadczeń dla najbiedniejszych. Jeśli brać kryteria uprawniające dziś do świadczeń rodzinnych, to w grę wchodziłoby od 2,3 do 2,5 mln dzieci. To oznacza od 14 do 15 mld zł rocznie. W ciągu kadencji to ok. 75 mld zł. Wydatki na drugie i kolejne dzieci w pozostałych rodzinach zwiększyłyby te wydatki o następne 6–9 mld zł.

Większa kwota wolna od PIT. Była hitem kampanii wyborczej. Największą zaproponowała kandydatka SLD Magdalena Ogórek – 20 tys. zł. Andrzej Duda proponuje 8 tys. zł. Większa kwota wolna powoduje ubytki w dochodach z PIT na poziomie niemal 16 mld zł rocznie. Do tego dochodzą koszty zwrotu ulg na dzieci, bo obowiązujące od tego roku przepisy przewidują dopłacenie do pełnej wysokości ulg osobom, które z powodu niskich dochodów nie mogą w pełni nich skorzystać.

Cofnięcie wydłużenia wieku emerytalnego. Gdyby zrealizować pełne odwrócenie reformy, to do 2020 r. koszt takiego posunięcia wyniósłby 47 mld zł. Ale to już niemożliwe, bo reforma weszła w życie dwa lata temu i część osób, które zostały dotknięte zmianami, już nic by nie skorzystała na ich odwróceniu. Drugi powód to fakt, że rzeczywiste skutki zmian proponowanych przez Andrzeja Dudę i Bronisława Komorowskiego są trudne do policzenia, bo nie znamy szczegółów propozycji. Kandydat PiS nie mówi już o pełnym odwróceniu reformy, ale o obniżeniu wieku emerytalnego i wprowadzeniu stażu. A Komorowski chce wprowadzić staż pracy jako dodatkowe kryterium umożliwiające wcześniejsze przejście na emeryturę. Pomysły w najbardziej radykalnej wersji mogą kosztować 42 mld.

Przewalutowanie kredytów. Za takim rozwiązaniem opowiedział się w piątek Andrzej Duda. Pomysł od razu skrytykował minister finansów Mateusz Szczurek. Według niego byłoby to katastrofalne dla systemu finansowego. Ile by kosztowało? To już zależy od warunków takiego przewalutowania, a dokładniej od bieżącego kursu franka i euro. To one byłyby punktem odniesienia dla banków do wyliczenia rezerw, które trzeba by wpisać w straty. Komisja Nadzoru Finansowego pod koniec 2013 r. szacowała, że na samym przewalutowaniu kredytów we frankach banki poniosłyby łączną stratę na poziomie 40–50 mld zł. Ówczesne wyliczenia sporządzano jednak przy kursie zbliżonym do 3,5 zł za franka. Dziś kurs ten oscyluje wokół 4 zł. Licząc tylko wpływ tej zmiany, straty zapewne byłyby dużo wyższe, rzędu 46–60 mld zł.

Program „Pierwsza praca”. To propozycja prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządu ogłoszona w piątek. Zakłada sfinansowanie 100 tys. miejsc pracy rocznie po 2,1 tys. zł miesięcznie. To oznacza roczne koszty w wysokości 2,6 mld zł. W tym przypadku znamy źródło pieniędzy: to Fundusz Pracy, który tworzą składki płacone przez pracodawców. Pieniądze z funduszu są przeznaczane m.in. na zwalczanie bezrobocia.