Rano zalogowaliśmy się do systemu, sprawdzaliśmy już dane, po czym system padł. Mieliśmy nadzieję, ale wszystko się później posypało - mówi TVN24 Janusz Misiewicz, pełnomocnik marszałka dolnośląskiego do spraw wyborów. Jesteśmy w lesie i nie wiadomo kiedy z niego wyjdziemy - dodaje Marcin Bąk z wojewódzkiej komisji na Dolnym Śląsku.

Zdaniem Misiewicza, nie wiadomo co dzieje się w lokalnych komisjach. Nie mamy zbiorczego protokołu, trzy komisje zadeklarowały, że wyniki przywiozą samochodami. Ale skontaktowała się z nami tylko komisja z Legnicy. Głosy liczyli ręcznie, a protokoły dowiozą samochodem. Nie dostaliśmy również informacji, czy jakieś komisje przerwały prace - tłumaczy. Ostrzega, że jeśli system nie ruszy, to ręczne liczenie potrwają do końca tygodnia.

ZOBACZ TAKŻE: PiS wygrywa i świętuje. Ale tak naprawdę zwycięzcą jest ktoś inny>>>