Według propozycji ULC ciężar finansowania w kwestiach bezpieczeństwa zostanie przerzucony z budżetu na spółki zarządzające polskimi lotniskami.

Funkcjonariusze Straży Granicznej zostaną zmarginalizowani. Ich zadania ograniczą się do kontroli paszportów pasażerów wylatujących poza Unię i asystowania przy rewizjach osobistych. Przy bramkach i skanerach prześwietlających bagaż staną pracownicy służb ochrony należących do spółek zarządzających lotniskami lub wynajętych przez nich prywatnych firm.

Przedstawiciele ULC nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. – Urząd kończy analizowanie uwag zgłoszonych do projektu. Następnie zostaną one przekazane Ministerstwu Infrastruktury, które zadecyduje o ostatecznym kształcie projektu przepisów – mówi Katarzyna Krasnodębska, rzecznik prasowy ULC. Jeżeli wszystko pójdzie gładko, zaczną obowiązywać już za rok.

Lotniska nie pozostawiają na projekcie suchej nitki. Według nich propozycje idą zbyt daleko. – Nic nie rozumiem. W sytuacji, gdy rośnie zagrożenie na lotniskach, aż się prosi, żeby rząd zwiększył wydatki na bezpieczeństwo, a nie je ograniczał – mówi Jan Pamuła, prezes PL Kraków-Balice.

Kamil Wnuk, rzecznik prasowy Państwowe Porty Lotnicze, spółki zarządzającej warszawskim Okęciem, twierdzi, że pracownik lotniskowej służby ochrony będzie mógł co najwyżej poprosić o otwarcie podejrzanej torby lub zdjęcie butów. Jeżeli pasażer odmówi, nic nie zrobi, bo prawo przeprowadzenia rewizji mają tylko funkcjonariusze Straży Granicznej. Będzie musiał więc ich wezwać.

Pracownicy SG pozostaną więc na lotniskach, bo mogą przydać się w każdej chwili. Jest ich blisko 4 tys. Koszty ich utrzymania eksperci szacują na prawie 100 mln zł rocznie. Jeżeli zmniejszą się, to w niewielkim stopniu.

Na nowe wydatki muszą przygotować się natomiast spółki zarządzające lotniskami. Ich przedstawiciele mówią wprost: w końcu i tak zapłaci za to pasażer. – Będziemy zmuszeni podwyższyć opłaty lotniskowe. W skrajnym przypadku może to oznaczać, że każdy pasażer dopłaci do biletu kilkanaście euro – twierdzi Kamil Wnuk.

Z propozycji zadowolone są natomiast firmy ochroniarskie. – Czekamy na wejście w życie tych przepisów – mówi Wojciech Kiestrzyń, wiceprezes firmy Impel Security Polska.

Według niego takie rozwiązania, które proponuje ULC, funkcjonują już w krajach europejskich, a także w Stanach Zjednoczonych. U nas prywatne firmy ochroniarskie chronią już obiekty wojskowe, na przykład 31. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu-Krzesinach, gdzie stacjonują F-16.

>>> Więcej: Pasażer zapłaci za ochronę lotnisk

p