Mol, podejrzewany o świadome zarażanie partnerek wirusem HIV, uwodził nie tylko kobiety, ale także instytucje - pisze "Rzeczpospolita". Do perfekcji doprowadził lawirowanie
między organizacjami pozarządowymi, samorządowymi i rządowymi.
Tuż przed aresztowaniem Kameruńczyk dostał mieszkanie od stołecznego samorządu, który co roku przyznaje pięć mieszkań uchodźcom znajdującym się w trudnej sytuacji. Jednym z członków
pięcioosobowej komisji był sam Mol.
Przed rokiem założył Międzynarodową Fundację Migrator Theatre i mianował się jej prezesem. Fundacja miała pomagać uchodźcom i emigrantom. Fundacja jest praktycznie jednoosobowa. Nikt nie
kontroluje jej wydatków.
"To niemożliwe, nieprawdopodobne. Simon Mol znów mnie wykorzystał. On jest zwykłym oszustem" - powtarzał zaszokowany Marokańczyk, gdy dowiedział się od dziennikarzy, że na
jednym z międzynarodowych forów internetowych znaleźli informację, iż fundacja Mola prowadzi akcję zbierania pieniędzy na jego leczenie.
Marokańczyk został latem ubiegłego roku pobity na festiwalu teatralnym w Węgajtach. Sprawa stała się głośna i określana była jako przykład rasistowskiej napaści.
"Rzeczpospolita" ustaliła też, że fundacja starała się o rządowe i unijne dotacje. Finansowymi wydatkami dotyczącymi działalności Mola zajmuje się już policja.