O tym, że dziennikarka złożyła wypowiedzenie, pisaliśmy we wczorajszym DZIENNIKU. Gawryluk od końca lutego przebywała na urlopie, na który poszła, gdy z funkcji prezesa telewizji publicznej odwołano Bronisława Wildsteina. Już wtedy pojawiły się informacje, że oferty pracy dostała od swojego byłego pracodawcy Zygmunta Solorza-Żaka z Polsatu i z telewizji Puls. Którą z nich wybierze? Aleksander Myszka, prezes zarządu telewizji Polsat: "Dorota Gawryluk jest znakomitą twarzą i bardzo dobrą dziennikarką. Na pewno byłaby pomocna w każdym programie informacyjnym".

Szef stacji nie chce jednak zdradzić, czy i na jakie stanowisko miałaby przyjść Dorota Gawryluk. Mówiło się o powstającym kanale informacyjnym TV Biznes, któremu dziennikarka miałaby szefować. Równie tajemniczy jest Dariusz Dąbski, przewodniczący rady nadzorczej telewizji Puls: "Jesteśmy zainteresowani najlepszymi fachowcami na rynku, bo chcemy stworzyć dobrą telewizję. Drzwi są otwarte dla wszystkich" - mówi.

Anna Nalewajk: Odchodzi pani z TVP, bo?
Dorota Gawryluk: Bo już nie ma tam dla mnie miejsca. Po prostu.

Dlaczego nie ma tam dla pani miejsca?
Nie wiem. To jest raczej pytanie do szefów telewizji publicznej albo innych osób, które o tym decydują. Ja to rozumiem, przyjmuję taki obrót sprawy bez żalu. Nie jestem przecież dzieckiem. Te trzy lata spędzone w TVP były dla mnie bardzo dobrym czasem. Telewizji publicznej życzę jak najlepiej.

Ale przecież Andrzej Urbański, prezes telewizji publicznej, złożył pani kilka propozycji, w tym prowadzenie własnego dużego programu publicystycznego.
To byłoby nie fair wobec Andrzeja Urbańskiego, gdybym mówiła o szczegółach naszych rozmów. Niech to pozostanie pomiędzy nami dwojgiem.

Co dalej? Gdzie będzie pani pracować po odejściu z telewizji publicznej?
Dopiero teraz zastanawiam się nad przyszłością. Dostałam parę propozycji pracy. Ale żadnej decyzji nie podjęłam. Daję sobie czas na podjęcie decyzji. Nie jest to przecież łatwa sprawa. Nie muszę się spieszyć, nie jestem pod ścianą.

"Wiadomości" poradzą sobie bez pani?
Bez przesady. Taki program jak "Wiadomości" nie wisi na jednym człowieku. Tam zostało bardzo wielu wartościowych dziennikarzy. To jest wciąż bardzo dobry zespół. To jest naturalne, że jedni przychodzą, a inni odchodzą. Jest tak niestety, że telewizja publiczna pozwala odejść swoim gwiazdom. Żegna się z nimi bez żalu. Tak było z Moniką Olejnik czy Kamilem Durczokiem. Oczywiście wolałabym taką sytuację, gdy telewizja inwestowałaby w swoje twarze, które mogłyby bez przeszkód pracować tu wiele lat. Tak się jednak nie dzieje.