Nowy właściciel „Rzeczpospolitej”, który majątku dorobił się na restrukturyzacji wielu firm, uchodzi za biznesmena twardo stąpającego po ziemi. – Żadnych sentymentów. Liczy się rentowność, nie ma zmiłuj – mówi jeden ze znających go menedżerów. Gdy jednak – dodaje – dyskusja schodzi na media, a w szczególności tablety, Hajdarowicza trudno poznać.

Zaczyna mówić jak wizjoner marzyciel, który zapowiada, że za pięć lat w Polsce będzie 12 mln tabletów, a dotykowe komputery to przyszłość prasy. Złośliwi dodają do tego, że kiedy mówi o biznesach mediowych, brzmi jak megaloman snujący wizje podboju świata: „Uznaliśmy, że potencjał „Przekroju” i „Sukcesu” był za mały, by zdobywać świat. Zaczęliśmy od mniejszych tytułów, teraz przejęliśmy kontrolę w Presspublice, nie wiem, gdzie skończymy” – mówi w sobotniej rozmowie z „Rz” jej nowy właściciel.

To, gdzie i jak pod kierownictwem Hajdarowicza skończy „Rzeczpospolita”, i jak to wpłynie na rynek prasy, dyskutuje od piątku cała branża medialna. Ubiegłoroczny zakup „Przekroju” i „Sukcesu” potraktowano trochę jako fanaberię bogatego biznesmena, obok posiadanej w Brazylii plaży i wielkiego hummera. Przejmując za 80 mln zł 51 proc. udziałów w Presspublice, wydawcy „Rzeczpospolitej”, „Parkietu” i tygodnika „Uważam Rze”, Hajdarowicz wszedł już do grona największych wydawców w Polsce. „Rzepa” znajdzie się w portfolio biznesmena obok takich firm, jak: Gremi Production (współproducent filmu „Nightwatching” w reżyserii Petera Greenawaya), Dragmor, notowana na giełdzie spółka KCI, zajmująca się budową nieruchomości, czy też fundusz inwestycyjny NFI Jupiter, który w ubiegłym roku starał się o przejęcie Ruchu.

Hajdarowicz ma za gazetę zapłacić w gotówce. W ubiegły piątek, gdy wszyscy ekscytowali się przejęciem przez Gremi Media Presspubliki, doszło do jeszcze jednej transakcji. NFI Jupiter pożyczył 20,2 mln zł spółce Gremi Grzegorza Hajdarowicza. Prawdopodobnie to część kwoty na sfinansowanie zakupu Presspubliki. Zabezpieczeniem pożyczki i oprocentowania jest zastaw cywilny i zastaw na udziałach spółki Gremi Media.

Branża zastanawia się teraz, gdzie Hajdarowicz zaprowadzi ten tytuł. W sobotnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówi, że chce, by spółka była bardziej nowoczesna. – Moim zdaniem jesteśmy w momencie porównywalnym do tego, w którym Gutenberg wynalazł druk. Wszystko się na rynku mediowym zmienia i sposób, w jaki działa ta firma, ma być odpowiednikiem tej nowej rzeczywistości. A ona jest na tabletach – podkreślił.

Tabletowa przyszłość?

W to, że tablety są zbawieniem dla gazet, mało kto jednak wierzy. A dotychczasowe zapewnienia Hajdarowicza też się nie sprawdzały. Kupując „Przekrój”, obiecywał, że w ciągu trzech lat od przejęcia sprzedaż się co najmniej podwoi. W kwietniu tego roku wyniosła 42,9 tys. egzemplarzy, podczas gdy przed rokiem – 55,1 tys. egz.


Gdy kilka miesięcy temu wydawca ogłaszał start aplikacji na iPada, zamykając dostęp do treści tygodnika za opłatami, zmienił nieco front. Stwierdził, że nigdy nie mówił, iż chodziło mu tylko o sprzedaż kioskową „Przekroju”, lecz łączny wynik sprzedaży tytułu w kiosku i na tablecie. Wyniki pisma na iPadzie nie są znane. Wiadomo tylko, że kilka dni po zamknięciu treści miał 400 abonentów na tablety i 4 tysiące na stronie internetowej.

W sobotnim wywiadzie w „Rzeczpospolitej” Hajdarowicz jeszcze raz zmienił zdanie: Kiedy mówiłem, że chcemy sprzedawać 180 tys. egz. tygodnika, nikt nam nie wierzył. Teraz, jeśli połączy się wyniki »Przekroju« i »Uważam Rze«, właśnie mniej więcej tyle wychodzi. Myślę, że możliwa jest ciekawa synergia reklamowa między wszystkimi tymi tytułami”.

Chce podbijać świat

Nowy właściciel budzi emocje nie tylko wśród czytelników „Rz” i „Uważam Rze”, lecz też wśród kierownictwa tego tytułu. Wicenaczelny tygodnika Michał Karnowski w swoim serwisie internetowym wPolityce przypomniał, że w spółce nowego właściciela Presspubliki pracuje „jeden z byłych kierowników Wojskowych Służb Informacyjnych, tego jądra ciemności PRL i III RP. A tu nie ma przypadków.

Do tego dochodzą, logiczne w tym kontekście, plotki o tym, iż za transakcją stoi Pałac Prezydencki”. Zdaniem Karnowskiego transakcja może prowadzić do zmiany kierownictwa „Rzeczpospolitej”, a być może też zmiany linii politycznej „Uważam Rze”. Głos zabrali też prawicowi publicyści związani z tygodnikiem. „Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przejęcie wydawcy »Rz« ma kontekst polityczny” – napisał Jan Pospieszalski.

Nowy właściciel Presspubliki mówi, że nie zamierza angażować się w linię polityczną. Ale na pytania o zmiany w kierownictwie tytułu na razie nie odpowiada.