Wypadek Alana Andersza, jak ustaliła policja, miał miejsce w jednym z warszawskich klubów. Pomiędzy młodym aktorem a innym mężczyzną doszło do szarpaniny, w wyniku której doznał poważnego urazu czaszki. Andersz przeszedł zabieg trepanacji i utrzymywany jest w stanie śpiączki farmakologicznej. Tymczasem prokuratura prowadzi śledztwo. Plotkuje się, że do zdarzenia doszło, gdy aktor razem z przyjaciółmi świętował urodziny swojego kolegi po fachu, Antoniego Królikowskiego - czytamy w "Fakcie".

Toczy się postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu – mówi Paweł Wierzchołowski z Prokuratury Rejonowej Warszawa - Mokotów.

Dzięki naocznym świadkom ustalono już jak do tego doszło. Poszkodowany razem z przyjaciółmi bawił się w klubie „Matrix”. Tam pomiędzy nim a innym mężczyzną doszło do ostrej sprzeczki. Obydwaj wyszli na zewnątrz. Świadkowie zeznali, że w wyniku szamotaniny poszkodowany spadł ze schodów i uderzył głową o donicę. Obecnie czekamy na zdjęcia z monitoringu i oczywiście na chwilę aż będziemy mogli przesłuchać poszkodowanego, o ile będzie pamiętał zajście – relacjonuje w "Fakcie" prokurator.

Tabloid przypomina, że młody aktor trafił do szpitala z piątku na sobotę. Przywiózł go tam kolega. Alan Andersz był w ciężkim stanie. Lekarze stwierdzili wylew krwi do mózgu i według "Faktu" przeprowadzili trepanację czaszki. Andersz miał także przesuniętą symetrię czaszki.

Oznacza to złamaną lub uszkodzoną kość czaszki. Jeśli tak rzeczywiście jest, to musiał być to bardzo poważny i silny uraz głowy. Jeśli dochodzi do zmiany kształtu czaszki, to oczywiście najbardziej zagrożony jest mózg pacjenta. W takim przypadku nic nie można przewidywać, póki pacjent się nie obudzi - tłumaczy neurochirurg profesor Wojciech Maksymowicz.

>>>Czytaj więcej w "Fakcie": Alan Andersz walczy o życie. Nowe ustalenia