Teraz izraelską aplikację o nazwie „Moniuszko” zastąpi rodzimej produkcji „Harnaś”, a wśród przyczyn są kwestie „bezpieczeństwa kontrwywiadowczego”. System „Moniuszko” kupiony został bez przetargu na początku 2010 r. i miał być narzędziem pozwalającym funkcjonariuszom skutecznie zwalczać przestępczość w XXI wieku. Oficjalnie nie są dostępne dane o jego koszcie, ale według źródeł "DGP" wyniósł on między 15 a 20 mln zł. Jednak komendant główny policji gen. Marek Działoszyński zdecydował niedawno, że konieczna jest wymiana tego systemu. Swoją ofertę znów złożył producent „Moniuszki”, ale przegrał z polską firmą, która taniej zaproponowała budowę „Harnasia”. Nowy system został już zainstalowany w tajnych komórkach policjantów zajmujących się podsłuchami. – Oprócz ceny równie ważną kwestią było to, że polska firma dała gwarancję pełnego dostępu do kodów źródłowych aplikacji – usłyszał "DGP" od jednego z wysokich rangą oficerów Komendy Głównej Policji. To oznacza, że tym razem policjanci wzięli pod uwagę „bezpieczeństwo kontrwywiadowcze”. Wcześniej eksperci rozważali możliwość, że w kodzie izraelskiego systemu mogą być zaszyte instrukcje pozwalające na jego zdalne sterowanie lub przekazywanie danych. Funkcjonalność „Harnasia” jest podobna do „Moniuszki”.

Dla policji bardzo ważne jest także, by system nie był awaryjny i zapewniał kilka funkcji oprócz podsłuchiwania komórek działających u wszystkich operatorów. Powinien również umożliwić natychmiastowe lokalizowanie dzwoniących oraz przechwytywać SMS-y, a także MMS-y i pocztę elektroniczną wymienianą za pomocą smartfonów.

Przestępstwa planuje się właśnie przy użyciu telefonów komórkowych. Błyskawiczna analiza danych jest kluczowa dla zapobiegania, ale również szukania sprawców, gdy już dojdzie do porwania, zabójstwa czy kradzieży – wyjaśnia znaczenie takiego systemu doświadczony funkcjonariusz pionu kryminalnego.

System „Moniuszko” już od momentu zainstalowania sprawiał problemy. Latem 2010 r. na swych łamach DGP opisywał, jak oceniają go policjanci. Z ich wypowiedzi wynikało, że zdarzyło się nawet, iż nie działał przez 10 dni. Utrudniło to poszukiwania 19-letniej Iwony z Sopotu. Szkodziło też śledztwom gospodarczym prowadzonym przez Centralne Biuro Śledcze. Ówczesny szef policji gen. Andrzej Matejuk po tekście "DGP" zlecił kontrolę funkcjonowania „Moniuszki”. Jej ustalenia chronił jednak gryf tajności, a system nie został wycofany mimo powtarzających się awarii. – Wasze teksty spowodowały, że przyjeżdżali eksperci z Izraela. System nadal jednak nie był stabilny, co chwilę głuchliśmy – wyjaśnia w rozmowie z "DGP" oficer wydziału techniki operacyjnej pracujący na tej aplikacji.

Powtórna analiza działania „Moniuszki” została zlecona dopiero przez następcę gen. Matejuka. To jej efektem jest wymiana systemu na „Harnasia”. Jednak wszyscy odpowiedzialni za wybór i instalację kosztownego systemu są już na emeryturach. W 2011 r. policja i służby podsłuchiwały ok. 5 tys. osób, o 25 proc. mniej niż w 2010 r. Danych za ubiegły rok jeszcze nie ma.