Instytucja skargi na przewlekłość postępowania istnieje od 2004 roku. Ma motywować sądy do szybszej pracy i płynnego załatwiania spraw, a także wynagradzać szkody wynikające z przeciągania się procesu. Ustawa dająca możliwość skarżenia się na ciągnący się w nieskończoność proces pozwala dochodzić odszkodowania. Przez pierwsze lata zasądzane sumy były symboliczne - często 100-200 zł. Ale w 2008 roku wprowadzono widełki, wedle których odszkodowanie może wynieść nie mniej niż dwa tysiące, a nie więcej niż 20 tysięcy złotych. Suma zależna jest od wysokości wykazanej szkody.
Prawie cztery miliony i rośnie...
W 2008 roku z tytułu przewlekłości postępowania wypłacono w sumie 876,2 tys. zł, w tym zdecydowanie najwięcej w sprawach cywilnych - 649,7 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że sądy uznały za zasadne 370 skargi, w których domagano się odszkodowania, średnia wypłacona kwota wyniosła niecałe 2,4 tys. zł. Oznacza to, że sądy stosunkowo rzadko orzekały wypłatę odszkodowania wyższego niż podstawowe dwa tysiące złotych.
Rok później uwzględnionych skarg z odszkodowaniem było już ponad dwa razy więcej, a wypłacona kwota wyniosła 1 779 840 zł. Co roku suma ta sukcesywnie rosła - w 2010 roku doszła do niemal trzech milionów, a w 2011 znacznie przekroczyła 3,5 mln. Rok 2012 był rekordowy - wypłacono 3 998 256 zł odszkodowań z tytułu niemal półtora tysiąca przyjętych skarg, w których domagano się pieniędzy. To oznacza, że średnie wypłacane odszkodowanie przekroczyło 2,7 tys. zł. Więcej więc było skarg, w których udało się wykazać szkody wynikające z wlekącego się postępowania.
"Dostałem odszkodowanie - podaj dalej"
- mówi w rozmowie z dziennik.pl Barbara Zawisza, wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Przyznaje, że kiedyś na złożenie skargi decydowano się zazwyczaj, gdy terminu rozpoczęcia procesu nie było np. po dwóch latach od wpłynięcia dokumentów do sądu. Dziś coraz więcej skarg dotyczy spraw zalegających na półkach po kilka miesięcy. Wspomina, że jeszcze dziesięć lat temu w sędziowskich szafach zalegały sprawy, które na wyznaczenie terminu czekały nawet kilka lat! - - mówi.
Nie do końca zgadzają się z tym jednak statystyki resortu sprawiedliwości dotyczące całej Polski - średni czas trwania postępowania w I instancji od 2008 roku ciągle się wydłuża. Pięć lat temu było to 3,8 miesiąca, rok temu już 4,2 miesiąca.
Jednak to, że sędziowskie biurko ugina się od nawału spraw, w sprawach o przewlekłość postępowania nie jest żadną okolicznością łagodzącą. A sytuacja w sądach cywilnych w dużych miastach - złą sławą cieszy się zwłaszcza Warszawa - bywa dramatyczna. - - mówi Barbara Zawisza.
Będzie więcej skarg
Odszkodowań za przewlekłość może być jeszcze więcej, a to w związku z marcowym orzeczeniem Sądu Najwyższego, który stwierdził, że skarżone postępowanie należy oceniać od wszczęcia aż do zakończenia sprawy. Oznacza to, że można się domagać rekompensaty za czas zmarnowany np. przez prokuratora, sąd niższej instancji czy sąd, który przekazał sprawę sądowi właściwemu miejscowo.
Barbara Zawisza wśród przyczyn takiej sytuacji wskazuje m.in. kłopoty ze znalezieniem biegłych chętnych do wykonania opinii. Ale, jak dodaje, duże znaczenie ma czynnik ludzki. - - tłumaczy. Odnosi się też do krążących w środowisku pogłosek o możliwości wprowadzenia odpowiedzialności konkretnego sędziego. - - zaznacza Zawisza.