Według prokuratury najważniejszy zarzut, jaki ciąży na Andrzeju Gąsiorowskim - oszustwa wobec polskich banków na ponad 4 biliony starych zł - przedawni się dopiero w 2016 roku.

Sam biznesmen twierdził jeszcze niedawno , że nie zamierza na razie opuszczać Izraela, a do Polski przyjedzie najwcześniej w roku 2031.

Ale w tym roku prokuratura Okręgowa w Warszawie uchyliła środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania oraz odwołała zarządzone w 1991 r. poszukiwania listem gończym. A Gąsiorowski pojawił się w Warszawie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Słynny aferzysta chce wrócić do Polski? Gąsiorowski napisał do prokuratorów>>>>

– Spędziłem w Warszawie tylko trzy dni. Przez ostatnie 23 lata byłem zmuszony żyć i działać poza Polską. Nie zamierzam już wracać nad Wisłę na stałe – zapowiada w rozmowie z „Newsweekiem” Gąsiorowski.

Założona przez niego pod koniec lat 80. razem z Bogusławem Bagsikiem spółka Art-B, dzięki wykorzystaniu mechanizmu oscylatora ekonomicznego, wyrosła na potężny holding, obracający towarami wartości bilionów ówczesnych złotych.

Ale szybko zaczęły się problemy. Główny Inspektor Nadzoru Bankowego już w grudniu 1990 dostrzegł nieprawidłowości w obrocie kapitału Art-B, ale dopiero po pół roku prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego ostrzegł Bagsika i Gąsiorowskiego kilkanaście godzin przed szykującym się aresztowaniem. Dwie godziny przed zamknięciem dla nich granic kraju, obaj właściciele Art-B wyjechali do Izraela. 

Kraj przyznał im obywatelstwo i zapewnił bezpieczeństwo nawet w momencie, kiedy za biznesmenami wysłano list gończy. Izrael odmawia bowiem ekstradycji własnych obywateli do innych krajów.

Dwa lata temu Andrzej Gąsiorowski wystąpił ze skargą przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Twierdzi, że "Polska dopuściła się w jego sprawie rażącego i trwałego naruszenia praw człowieka”.