Dziennik Gazeta Prawana logo

Piloci do końca nie czuli niebezpieczeństwa

2 czerwca 2010, 06:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ekspert To było podejście do lądowania
Ekspert To było podejście do lądowania/Inne
"Do końca nie mieli świadomości zagrożenia, mimo że nawigator podawał wysokość co dziesięć metrów. Ostatnia wartość, którą podał, to było 20 metrów. Zdrowo myślącego pilota tak dużego samolotu to by obudziło" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" szef pisma "Skrzydlata Polska".


Znalazłem potwierdzenie nieoficjalnych informacji, które wcześniej krążyły. Na przykład, że załoga zeszła znacznie poniżej wysokości, na której podejmuje się ostateczną decyzję, czyli poniżej 100 metrów. Na wysokości 80 metrów drugi pilot podał komendę „odchodzimy”, a mimo to samolot kontynuował zniżanie.


Do końca nie mieli świadomości zagrożenia, mimo że nawigator podawał wysokość co dziesięć metrów. Ostatnia wartość, którą podał, to było 20 metrów. Zdrowo myślącego pilota tak dużego samolotu to by obudziło. Nie wiadomo tylko, czy nawigator odczytywał wskazania wysokościomierza ciśnieniowego, czyli barometrycznego, które powinien odczytywać, czy radiowysokościomierza, które go wprowadzały w błąd. Jeśli odczytywał z radiowysokościomierza, to przez to wprowadzał też w błąd pilota.


Działania kontrolera ze Smoleńska z ostatnich kilkudziesięciu sekund wyglądają na poprawne.


Pierwsza komenda „horyzont, 101” padła w momencie, kiedy nawigator odczytał wysokość 50 metrów. Teraz pozostaje tylko pytanie, czy było to 50 metrów nad poziomem lotniska. Wtedy załoga miałaby jeszcze możliwość wyprowadzenia samolotu. Choć przy prędkości 10 metrów na sekundę było to już trudne. Natomiast jeśli to były odczyty radiowysokościomierza, a samolot był już nad jarem, to wskazanie 50 metrów nie byłoby prawdziwe. W rzeczywistości samolot byłby znacznie niżej. Był przecież nawet taki moment, kiedy zszedł poniżej poziomu lotniska. Wtedy można uznać, że działanie kontrolera było lekko spóźnione. Chociaż od momentu, kiedy nawigator odczytał wysokość 100 metrów, a kontroler ze Smoleńska podał komendę „horyzont”, minęło ok. 4 sekund. Taki czas wystarcza na prawidłową ocenę sytuacji i podjęcie odpowiedniej decyzji. W mojej ocenie kontroler ze Smoleńska wydał komendę bez zbędnej zwłoki.


Jeśli lotnisko ze Smoleńska nie było wprowadzone do bazy danych samolotu, to TAWS podawał tylko informacje o przygodnym terenie, a nie położeniu samolotu względem ścieżki schodzenia na lotnisko. Dlatego piloci mogli ignorować te ostrzeżenia. Dlaczego ignorowali inne sygnały? Nie mam pojęcia.

*Grzegorz Sobczak, redaktor naczelny miesięcznika "Skrzydlata Polska"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj