Dziennik Gazeta Prawana logo

Naczelny poplamiony zupą? Prowokacja specsłużb? Afera w "Rzeczpospolitej"

5 listopada 2012, 17:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rzeczpospolita
Rzeczpospolita/Media
Kulisy zamieszania z artykułem "Rzeczpospolitej" o śladach trotylu we wraku tupolewa opisuje "Newsweek". Zdaniem tygodnika redaktor naczelny nie panuje nad tym, co dzieje się w jego gazecie.

Najpierw "Rzeczpospolita" napisała, że we wraku tupolewa znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Kilka godzin później, gdy rozpętała się polityczna burza, wycofała się ze tych twierdzeń, publikując w internecie oświadczenie o pomyłce. Potem zdanie z "pomyłką" zniknęło z oświadczenia. Co w tym czasie działo się w redakcji? Kulisy odsłania "Newsweek".

Zdaniem tygodnika, wątpliwości przed publikacją miał już sam autor artykułu, Cezary Gmyz. Ponoć podejrzewał, że news o materiałach wybuchowych może być prowokacją służb specjalnych. Zastanawiał się, czy może chodzić o materiał wybuchowy C-4. Wtedy zaprotestował Andrzej Talaga, prawa ręka redaktora naczelnego Tomasza Wróblewskiego. Miał zażądać konkretnego ustalenia, o jaki materiał chodzi.

Tak pojawiła się wersja o trotylu i nitroglicerynie. W tej sytuacji naczelny "Rzeczpospolitej" umówił się na spotkanie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem, aby porozmawiać o publikacji.

- opowiada "Newsweekowi" jeden z dziennikarzy "Rzeczpospolitej". Nad tekstem zaczęli pracować Wróblewski z Talagą.

Talaga w nocy nagrał nawet wideokomentarz do artykułu. Mówił w nim, że teoria o zamachu staje się coraz bardziej prawdopodobna. - - opowiada anonimowo jeden z dziennikarzy "Rz".

Bomba wybuchła, ale po publikacji. Gdy prokuratura wojskowa zaprzeczyła ustaleniom o trotylu i ogłosiła, że wykryte cząstki nie muszą mieć nic wspólnego z materiałem wybuchowym, redakcja wycofała się ze swoich wcześniejszych twierdzeń. "Pomyliliśmy się, pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie" - można było przeczytać na stronie internetowej "Rzeczpospolitej".

- miał zakrzyknąć Gmyz, widząc w internecie oświadczenie o pomyłce. Wybuchła awantura. W jej centrum znalazł się Talaga, który - jak według "Newsweeka" mówi się w redakcji - sam pisał to oświadczenie. Po dwóch godzinach zdanie o pomyłce zniknęło z oświadczenia.

Według jednego z rozmówców tygodnika Talaga twierdzi, że gazeta padła ofiarą służb specjalnych. I to on miał zasiać w redaktorze naczelnym wątpliwości.

- komentuje aferę z trotylem rozmówca tygodnika. - - dodaje kolejny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Newsweek
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj