Śledztwo Prokuratury Rejonowej w Hajnówce (podlaskie) trwało blisko półtora roku i dotyczyło zdarzenia z końca lipca 2017 r., kiedy ekipa telewizji Polsat News realizowała materiał w Puszczy Białowieskiej. Trwały tam wtedy protesty aktywistów ekologicznych, na które negatywnie reagowali niektórzy pracownicy zewnętrznych firm pracujących przy wycince na zlecenie Lasów Państwowych.

Na drodze Teremiski – Narewka do operatora Polsatu podjechał samochód, z którego wysiadło dwóch mężczyzn. Jak wynika z ustaleń śledczych, jeden z mężczyzn najpierw uderzył w wizjer kamery, a potem zadał operatorowi cios pięścią w głowę. Ten włączył kamerę i zaczął uciekać, wzywając przy tym pomocy. Napastnicy dogonili go samochodem, po czym drugi z nich powalił go na ziemię, przygniótł kolanem i wykręcił ręce. Kamerę, która uderzyła o ziemię, gdy operator został przewrócony, zabrali i odjechali. Kiedy nie udało im się odtworzyć nagrania, zabrali karty pamięci. Ostatecznie kamerę i jej uszkodzone elementy odwieźli.

Operator trafił do szpitala, potem długo był na zwolnieniu lekarskim. Policja zatrzymała obu napastników jeszcze w dniu napaści, mają 22 i 48 lat (według informacji mediów to syn i ojciec). Okazało się, że byli pracownikami jednej z firm zajmujących się wycinką drzew w Puszczy Białowieskiej. Po postawieniu zarzutów obaj trafili na dwa miesiące do aresztu, który potem zamieniono na poręczenia majątkowe po 4 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju, połączony z zatrzymaniem paszportu.

Z końcem roku hajnowska prokuratura zakończyła śledztwo w tej sprawie i do Sądu Okręgowego w Białymstoku skierowała akt oskarżenia.

Jak powiedział w poniedziałek PAP szef tej prokuratury Jan Andrejczuk, jeden z zarzutów dotyczy naruszenia prawa prasowego, polegającego na użyciu przemocy "w celu zmuszenia do zaniechania interwencji prasowej polegającej na realizacji programu telewizyjnego dotyczącego wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej". Pozostałe to: uszkodzenia ciała, uszkodzenia kamery i zaboru kart pamięci na szkodę Polsatu.

Straty majątkowe związane z uszkodzeniem kamery (po uderzeniu w wizjer i upadku) i z zaborem kart pamięci zostały w śledztwie oszacowane łącznie na blisko 20 tys. zł. - Obaj mężczyźni, przesłuchani w charakterze podejrzanych, nie przyznali się do popełnienia czynu i podczas ostatniego przesłuchania odmówili składania wyjaśnień – dodał prok. Andrejczuk. Mieli mówić w śledztwie, że nie wiedzieli, że mają do czynienia z dziennikarzem telewizyjnym.