Naukowcy z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA po raz pierwszy odkryli tę asteroidę dwa lata temu. W roku 2029 ten kosmiczny kolos znajdzie się najbliżej Ziemi i wtedy będzie można oglądać go nawet gołym okiem z Europy, Afryki i Azji.

To pierwszy tego typu obiekt w historii ludzkości, który minie naszą planetę w tak bliskiej odległości. Naukowcy mają jednak inny problem. Nie wiedzą, jak nasza orbita wpłynie na przelatującego Aphopisa po roku 2029.

Przy najbardziej czarnym scenariuszu asteroida o średnicy 400 metrów uderzyłaby w Ziemię w roku 2036. Co to oznacza? Czy to początek końca naszej cywilizacji?

Wiemy tylko tyle, że najpierw nastąpi wybuch o energii równej 1480 megatonom trotylu. Dla porównania - największa dotąd eksplozja, wywołana przez człowieka dzięki bombie o nazwie Tsar, miała siłę 50 megaton trotylu. Bomba zrzucona na Hiroszimę miała moc 0,013 megatony.

Potem do atmosfery dostałyby się miliony ton pyłu, a tysiące kilometrów kwadratowych zostałyby zrównane z ziemią. Na tymi terenami zapanowałaby wieloletnia ciemność.