Najstarsze wzmianki o afrodyzjakach liczą sobie przeszło 4 tysiące lat. Ojciec medycyny Hipokrates uważał, iż na seksualne niedyspozycje najskuteczniejszym lekiem jest miód. Większość kochanków słynnych z kart historii miała swoje ulubione potrawy w ich mniemaniu poprawiające potencję, którymi pożywiała się regularnie.

I tak na przykład: Casanova pochłaniał na śniadanie 50 ostryg, Don Juan jadł codziennie omlet z 10 jaj, mocno przyprawiony lubczykiem, dworzanie kardynała Richelieu wsuwali czekoladki z kremowo-waniliowym nadzieniem, a Madame Pompadour, faworyta Ludwika XV - regularnie pijała świeżo wyciśnięty sok z marchwi. Za niezwykle skuteczne uważano także migdały, chilli, banany oraz trufle.

Dziś za badanie afrodyzjaków wzięli się naukowcy. Profesor George Fisher, chemik z amerykańskiego Barry University, jako pierwszy rozwiązał zagadkę miłosnego oddziaływania małży morskich. We współpracy z włoskim zespołem badaczy odkrył, że surowe mięso ostryg zawiera kwas asparaginowy oraz N-metylo-D-asparaginian (w skrócie NMDA). "To nie są takie przeciętne aminokwasy, jakie można znaleźć w witaminowych suplementach z supermarketu" - mówi prof. Fisher. Oba te związki chemiczne uczestniczą w procesie wytwarzania hormonów płciowych: progesteronu u kobiet i testosteronu u mężczyzn.

Jak twierdzi naukowiec, to właśnie wzrost stężenia tych hormonów we krwi mógłby powodować zwiększenie ochoty na seks. Ważne jednak, by ostrygi były surowe, bo nawet krótka obróbka termiczna znacznie obniża zawartość kwasu asparaginowego oraz NMDA. Teraz amerykański profesor próbuje ustalić, czy ilość miłosnych substancji w ostrygach jest wystarczająco duża, by mogła diametralnie zmienić nastrój kochanków.

Inny popularny afrodyzjak, tzw. hiszpańska mucha to preparat sporządzany ze zmiażdżonych chrząszczy Cantharis vesicatoria. Legendarnego specyfiku od wieków używali kochankowie oraz… hiszpańscy hodowcy bydła, pragnący doczekać się liczniejszych miotów zwierząt. Jak wiadomo od niedawna, moc hiszpańskiej muchy tkwi w kantarydynie - związku chemicznym wywołującym silne podrażnienie narządów płciowych.

Rozpalone kantarydyną genitalia są ponoć bardzo wrażliwe i silnie reagują na dotyk, co może zwiększać łóżkowe doznania. Ale uwaga: substancja ta uważana jest także za truciznę, gdyż nawet w małych ilościach powoduje stany zapalne układu moczowego i trwałe uszkodzenia nerek. Oficjalnie sprzedaż preparatów na bazie kantarydyny jest w wielu krajach prawnie zabroniona.

Niebezpieczna, choć skuteczna może być również johimbina, czyli wyciąg z kory i liści afrykańskiego drzewa Corynathe yohimbe. Jak wykazały badania, alkaloid ten powoduje zwiększenie produkcji adrenaliny, a w konsekwencji rozszerzenie naczyń krwionośnych i zwiększenia przepływu krwi w narządach płciowych. Preparaty na bazie tego związku są dostępne w handlu, trzeba zachować wobec niego niezwykłą ostrożność, bo zażycie często skutkuje nieprzyjemnymi efektami ubocznymi (kołatanie serca, zawroty głowy itp.)

Co ciekawe samo wąchanie określonych potraw czy produktów spożywczych także może nastrajać miłośnie. Za ponad 90 proc. wrażeń odbieranych w czasie jedzenia odpowiada nasz zmysł powonienia, a nie kubki smakowe. Dr Allan Hirsh ze Smell & Taste Treatment and Research Foundation w Chicago sprawdził, jak zapach pożywienia może wpływać na przepływ krwi w intymnych miejscach ciała.

Jak się okazało, niektóre kombinacje zapachowe mogą dać całkiem dobre rezultaty. W przypadku panów najskuteczniejsze okazały się mieszanki aromatów lukrecji i pączków oraz lawendy i ciasta dyniowego (o 32 proc. lepsze ukrwienie penisa). Nieco gorzej podziałał aromat świeżej szarlotki (24 proc.). U pań najskuteczniejszy był koktajl zapachu lukrecji i ogórka (13-proc. wzrost ukrwienia pochwy).