Dwa miliardy dolarów. Tyle trzeba Amerykanom, by zbudować dwa teleskopy, które mogłyby szukać olbrzymich kawałków skał lecących w stronę Ziemi. Jeden z nich miałby latać na orbicie, a drugi stanąłby gdzieś w USA. Jednak szefowie NASA usłyszeli od Białego Domu stanowcze "nie". Bo USA nie mają pieniędzy na teleskopy.
Astronomowie zaczęli więc błagać o fundusze chociaż na plan minimum, czyli wynajęcie teleskopów od innych agencji. Ale na to George W. Bush też nie znalazł ani centa. Dlatego naukowcy są wściekli. "Nie możemy zniszczyć zagrożenia, którego nie widzimy" - tłumaczy prof. John Lodgson z Uniwersytetu George'a Washingtona. "Każdy obiekt, którego nie znajdziemy, może zabić tysiące osób" - dodaje.
Na razie więc jedyną szansą na odnalezienie asteroid jest małe włoskie obserwatorium. Przynajmniej dopóki George Bush nie pójdzie po rozum do głowy i nie znajdzie pieniędzy dla NASA.