Gambarota musiał coś poradzić na gigantyczne rachunki za elektryczność, więc wymyślił własną minielektrownię. Jego mieszkanie w Hong-Kongu kosztowało go 1000 dolarów miesięcznie. Teraz klimatyzacja, telewizja i wszystko inne, co żywi się elektrycznością, karmione jest przez minielektrownię na dachu jego wieżowca. Chińscy naukowcy wyczuli potencjał i myślą poważnie o masowej produkcji.

Elektrownia jest niewielka, nie potrzebuje silnego wiatru i kosztuje niewiele. Dokładne przeciwieństwo znanych z Holandii, ale też i z Polski, potężnych wiatraków - elektrowni. Taki wiatrak kosztuje krocie i potrzeba mocnego wiatru, żeby śmigło zaczęło się kręcić. A w przypadku wynalazku Francuza wystarczy lekka bryza.

Gambarota opracował już prądnicę, którą podłącza się do rowerków treningowych i innych urządzeń zapełniających sale siłowni. Właściciele "California Fitness" z Hong Kongu zgodzili się, by wynalazek Luciena Gambaroty zmniejszył im rachunki za światło.