Ten najbardziej tajemniczy łańcuch górski na świecie odkryła w 1958 roku rosyjska ekipa naukowców, a jego istnienie potwierdzono w latach 1977-1978 r., wykorzystując do tego fale radiowe.
Zajmuje on centrum kontynentu. Najwyższy z jego poszarpanych szczytów, znacznie potężniejszych od Tatr, ma ok. 3500 m n.p.m.
Dokładniejszych danych na temat tajemniczego łańcucha uczeni dostarczyli dopiero dwa lata temu. Naukowcy z Polar Research Institute w Szanghaju zainstalowali automatyczną stację badawczą w
najwyżej położonym punkcie antarktycznego lądolodu. Dzięki niej odkryli, że w niektórych miejscach góry przykrywa niespełna 1000 m warstwy lodu. Pozwala to na wwiercenie się i pobranie
próbek skał do analizy. Zapowiada to przełom w rozwikłaniu tajemnicy pochodzenia antarktycznego łańcucha górskiego, bo mimo że pasmo Gamburtsev, nazwane na cześć rosyjskiego geofizyka
Grigoriya Gamburtseva, nie różni się niczym od innych, to jego powstanie trudno wyjaśnić za pomocą którejkolwiek z istniejących teorii tworzenia się gór.
Od czasu pojawienia się informacji o tajemniczych wzniesieniach na Antarktydzie uczeni przedstawili trzy hipotezy dotyczące ich początków. Pierwsza, najbardziej kontrowersyjna teoria wulkaniczna
sugeruje, że do utworzenia się Gamburtseva mogła przyczynić się kolumna gorącej, kipiącej z wnętrza Ziemi lawy, czyli tzw. hotspot. To punkt gorąca będący przejawem wulkanizmu, choć
niezwiązany z przesuwaniem się płyt tektonicznych.
Według Michaela Studingera z Columbia University hotspot przemieszczał się pod płytą antarktyczną przed ok. 150 milionami lat. "Pewnie go już dawno pod Antarktydą nie ma, ale
kamienie mogą być wciąż ciepłe" - mówi Studinger.
Jego zespół zamierza skrupulatnie zbadać skały w tym regionie. W trakcie zastygania płynnej lawy niektóre jej składniki ulegają namagnesowaniu, tj. odwzorowują ustawienie aktualnego pola
magnetycznego Ziemi. Zmienia się ono dość regularnie, dlatego będzie można ustalić, czy przed 150 mln lat pod Antarktydą był hotspot.
Z hipotezą wulkaniczną nie zgadza się jednak Ian Danziel z University of Texas. Uczony, który zrekonstruował płytę tektoniczną Antarktydy, twierdzi, że pod jej środkową częścią nie
było żadnego punktu gorąca.
Według drugiej teorii autorstwa Johna Veeversa z Maquarie University w Australii Gamburtsev powstał ok. 250 mln lat temu, wtedy gdy Antarktyda była jeszcze częścią superkontynentu Pangea. Ten
ogromny ląd został uformowany na skutek zderzeń kilku płyt kontynentalnych. Pojawiło się wtedy wiele fałdowych pasm górskich, m.in. Alpy, Andy czy Ural - a więc być może i Gamburtsev.
Jednak prawdziwości tej teorii przeczy prosty argument. Tak wysokie i jednocześnie wiekowe góry powinny przez wiele milionów lat ulec erozji, tymczasem tajemnicze pasmo zachowało się w bardzo
dobrym stanie.
Trzecią i całkowicie nowatorską koncepcję przedstawił Martin Siegert z University of Edinburgh. Jego zdaniem, skoro od 15 mln lat Antarktyda jest przykryta lodem, to za utworzenie się gór
Gamburtsev może odpowiadać właśnie olbrzymia masa lodu. Lód, napierając na podłoże w jednym miejscu, spowodował wypiętrzenie się gór w innym. Jednak według przeciwników tej hipotezy
góry mogły powstać jeszcze przed zlodowaceniem i zostać przez przesuwającą się masę lodu uszkodzone. Dlatego Siegert zamierza szukać pod lodami Antarktydy charakterystycznych elementów
polodowcowych, takich jak wiszące doliny lub kary lodowcowe, czyli półkoliste lub owalne zagłębienie otoczone z trzech stron stromymi stokami, a z czwartej ryglem skalnym. Jeśli twory te
istnieją na Antarktydzie, wykluczy to prawdziwość teorii badacza.
W sprawie gór Gamburtsev na razie nic nie jest pewne, jednak ich zagadka może zostać rozwiązana lada chwila. W nadchodzącym czasie wschodnia Antarktyda będzie gościć wielu naukowców, dzięki
którym przy odrobinie szczęścia poznamy tajemnicę Gamburtseva. Chyba że oczywiście istniejące teorie okażą się nieprawdziwe i trzeba będzie wymyśleć nową.