Przyjęcie przez państwa UE traktatu lizbońskiego miało być krokiem w przyszłość. Wybór prezydenta Unii i jej ministra spraw zagranicznych rozczarował, teraz walka o stanowiska w Komisji Europejskiej pokazuje jeszcze dobitniej, że Unia wybrała przyziemność.
W Brukseli trwa wydzieranie sobie kawałków unijnego tortu. Najlepsze przypadną najsilniejszym. Ci zaś myślą o obronie swoich interesów, nie o Wspólnocie. Francuzi dostaną zapewne komisarza do spraw wspólnego rynku, by łatwiej było im bronić własnego przemysłu. Niemcy – szefa gabinetu przewodniczącego KE, by trzymać rękę na jego kancelarii. Dostaną też zapewne komisarza ds. energii. Przyda się, by wspierać układy z Rosją.
W porównaniu z wyborem prezydenta i ministra spraw zagranicznych UE walka o Komisję jest zażarta. Wtedy jednak chodziło o mglistą przyszłość, teraz o teraźniejszość. Tak przyziemna Unia nie będzie potęgą, nie stanie do rywalizacji z Chinami i USA, a miała szansę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|