Bogdan Zdrojewski swą aktywnością i pomysłami sprawia, że kultura musi wyjść z cienia i zaistnieć choćby na chwilę na salonach krajowej polityki. Podobnego benefisu nie miał na Wiejskiej żaden szef resortu kultury, przynajmniej w ostatniej dekadzie. Reprezentuje przy tym postawę, którą nazwałbym centrową. Wspierając muzea, dystansuje się od polityki historycznej PiS, gdy w cenie było przede wszystkim celebrowanie przeszłości. Nie znaczy to jednak, że wyznaje optykę Edka z "Tanga" Mrożka: "Przodem do przodu i tył też do przodu". Zdrojewski to polityk rozsądny. Rzadko formułuje generalne sądy, woli oceniać poszczególne projekty.

Reklama

Mówi się, że kultura polska przeżywa dzisiaj wyjątkowo fortunny czas i jest w tym dużo prawdy. Minister jest rzecz jasna beneficjentem tego stanu rzeczy, bo to artyści, a nie urzędnicy tworzą sztukę. Zasługą Zdrojewskiego jest jednak to, że kultura przestała być sprawą wyłącznie tłumów fanów wypełniających szczelnie widownie podczas mniejszych i większych koncertów, spektakli, filmowych festiwali. Jest dziś elementem publicznej debaty o przyszłości państwa. Nawet wtedy, gdy przysłuchuje się jej garstka ludzi, jak było w Sejmie. Posłowie zresztą nie pierwszy raz wystawili samym sobie świadectwo. Zaś wczorajsza frekwencja wystawia jednoznaczną ocenę całej klasie politycznej. Mam nadzieję, że wyborcy - przynajmniej ci inteligenccy - o tym nie zapomną.

Szczegółowe projekty resortu kultury opisujemy powyżej. Czas teraz, by za słowami poszły konkretne działania. Rozpoznanie wydaje się trafne - klucz do sukcesu leży we właściwym zarządzaniu pieniędzmi z Unii Europejskiej, bo to jest źródło nie do przecenienia. Z jednej więc strony ministerstwo powinno - tam gdzie to możliwe - zrzekać się swojej roli decydenta, rezygnując tym samym z centralistycznego modelu zarządzania. Z drugiej natomiast strony nie można zapominać, dlaczego tak powszechnie skrytykowano osławiony plan Hausnera dla sfery kultury. Rewolucje nie mają bowiem sensu, ludzie kultury powinni czuć się choć w minimalnym stopniu bezpieczni.

Z przedstawionymi zamierzeniami polemizować trudno. Bo przecież wzmocnienie edukacji kulturalnej, digitalizacja oraz internet w każdej bibliotece to założenia, które spodobają się każdemu. Imponuje też ich zasięg, pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że przygotowano całościową propozycję w sferze kultury. Tyle że na razie są to przede wszystkim ogólniki. Aby udało się wszystko zrealizować, potrzebna jest systemowa zmiana. Kontrakty dyrektorskie na 3 – 7 lat to krok we właściwym kierunku. Zostaje jeszcze przejrzysty sposób obsadzania stanowisk i finansowania instytucji.

Asumptem do wczorajszego wystąpienia Zdrojewskiego był grudniowy Kongres Kultury Polskiej. Czy się udał? W niektórych punktach tak, w innych nie. Na pewno jednak nie przyniósł jednego zamierzonego skutku. Środowisko artystyczne wyszło z niego bardziej podzielone niż wcześniej. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Dobrze by było, gdyby twórcy dialogowali między sobą poprzez własne dzieła. W kwestiach organizacyjnych i systemowych mówili jednym głosem. Bez zasypania istniejących dziś podziałów, zawieszenia broni między zwalczającymi się grupami, znowu będziemy w konflikcie. Nie jest to dobra sytuacja do budowania czegokolwiek.