Dziennik Gazeta Prawana logo

Polacy będą nawracać Europę

27 czerwca 2008, 23:21
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Ksiądz profesor Piotr Mazurkiewicz dla DZIENNIKA
Ksiądz profesor Piotr Mazurkiewicz dla DZIENNIKA/Inne
Europa stała się systemem naczyń połączonych, więc ci Polacy, którzy wyjeżdżają na Zachód, podpatrują tamtejsze wzorce, czasem im ulegają, ale też wnoszą tam swoje zachowania. Kościoły lokalne w Europie są zróżnicowane i spory napływ polskich imigrantów nie pozostaje bez wpływu na nie - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM politolog, ksiądz profesor Piotr Mazurkiewicz.

Rzeczywiście, skończyłem Politechnikę Warszawską i zaraz po wakacjach poszedłem do seminarium. Ksiądz prymas zdołał wybronić mnie przed wojskiem, które się o mnie upomniało, bo na początku lat 80. działałem w samorządzie studenckim.


Tyle jeszcze umiem.


Wykładam ją na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.


Pokolenia, w sensie grupy rówieśniczej, nie ma, ale są ludzie, którzy się tym mianem określają. Ludzie, którzy twierdzą, że Jan Paweł II był dla nich postacią istotną, są obecni w każdej grupie wiekowej, a bodaj najwięcej, co ciekawe, jest ich wśród rówieśników zmarłego papieża.


Przynajmniej tak to wygląda w Polsce, bo w Stanach Zjednoczonych jest inaczej - tam raczej dominuje młodzież.


Każda grupa wiekowa ma swoją historię i swoje prawo do nazywania się pokoleniem Jana Pawła. Starsi przeszli tę samą drogę swego życia co Karol Wojtyła i on był ich przewodnikiem, a z kolei ludzie w moim wieku wkraczali w dorosłość, gdy zaczynał się jego pontyfikat. Ja w 1978 r. miałem 18 lat i właściwie całe moje dorosłe życie upłynęło za Jana Pawła II. Jak więc widać, dla jednych z pokolenia JP2 papież jest bratem, dla innych ojcem, a dla jeszcze innych właściwie duchowym dziadkiem.


Takim wyróżnikiem jest autodeklaracja, a w takich sprawach nie ma bardziej obiektywnych kryteriów. Jeśli ktoś twierdzi, że został księdzem, bo na swojej drodze spotkał Jana Pawła II, to trzeba mu wierzyć. Oczywiście ludzie składający podobne deklaracje mogą to czynić z różnych pobudek, ważne mogą być dla nich inne elementy dziedzictwa papieża Wojtyły. I oczywiście nie wszyscy akceptują całość tego nauczania, całość przekazu.


Możemy oczywiście przyjąć taką logikę, że jeśli kogoś przyłapiemy na jakimś odstępstwie, to go automatycznie skreślamy, ale to jest logika zabójcza. Spójrzmy na to z innej perspektywy: papież niewątpliwie wywarł wielki wpływ na losy naszego narodu, naszego kraju. I to zarówno wpływ niewymierny, jak i poddający się zobiektywizowaniu. Myślę tu o jego roli w powstaniu "Solidarności” i - ogólnie - na naszej drodze od komunizmu. A przecież nie oznacza to, że za jego pontyfikatu ludzie nie grzeszyli. Z drugiej jednak strony, na tyle się przejęli orędziem wolności, że stali się zdolni do dokonania wielkich dzieł.


Z pewnością dla niektórych spotkanie z Janem Pawłem II i wzruszenie temu towarzyszące było początkiem większej przemiany. Inni pozostali tylko przy emocjach, ale z drugiej strony. Czy ktoś naprawdę oczekiwał, że owi kibice zupełnie odmienią swoje życie? Chociaż nawet jeśli ogromna większość z nich błyskawicznie wróciła do swoich zachowań, to może jeden czy drugi coś trwale zmienili w swoim życiu?


Nawet gdyby tak się działo, to wpływ na to mają różne czynniki, a nie tylko jedno wydarzenie. Nie jesteśmy w stanie tego wyodrębnić i powiedzieć na przykład, że liczba powołań kapłańskich rośnie lub maleje, bo mamy katechizację w szkołach. Musimy też patrzeć na takie statystyki z perspektywy kilkuletniej, więc nie możemy jeszcze ocenić, jaki wpływ na nie miała śmierć Jana Pawła II. Zresztą Kościół naprawdę nie uważa, że każdy młody pobożny mężczyzna musi natychmiast zostawać księdzem. W Polsce nie mamy kryzysu powołań do kapłaństwa, mamy za to kryzys żeńskich powołań zakonnych.


Czynników może być wiele, choćby ten, że dość gwałtownie zmienia się rola kobiety w społeczeństwie i być może zgromadzenia zakonne nie nadążają za tymi zmianami.


Nie, ale powinny uznać, że kobieta może przyjąć na siebie większą niż dotychczas odpowiedzialność, także kobieta w Kościele. Te formy życia konsekrowanego, które nie wiążą się z wstępowaniem do zakonu, ale dają kobietom większą odpowiedzialność, cieszą się rosnącym powodzeniem.


Ale w nich sytuacja też jest zróżnicowana. Są takie, które w ogóle nie mają nowych powołań i są też karmelitanki, do których jest kolejka.


Nie. Czasem trzeba poczekać kilka lat, zanim przyjmą, bo mają ograniczoną liczbę miejsc. I bardzo często są to powołania kobiet wykształconych, znam przypadki kobiet z doktoratami, które tam trafiają. Widać, że to poważne, przemyślane decyzje. Dla kobiet otwierają się nowe możliwości i poza Kościołem, i w Kościele, i wreszcie w ramach życia konsekrowanego.


Na pewno skończyła się definitywnie motywacja polegająca na szukaniu w kapłaństwie czy życiu zakonnym drogi awansu społecznego. Świat oferuje wiele łatwiejszych i prowadzących wyżej ścieżek awansu.


Właśnie. Dlatego zmieniają się motywacje ludzi wybierających stan duchowny. W większym stopniu dotyczy to środowisk, które tradycyjnie były zapleczem seminariów duchownych - środowisk małych miast, wsi.


Rzeczywiście jest więcej powołań z miast, z rodzin inteligenckich. Do seminariów częściej trafiają ludzie, którzy wcześniej skończyli świeckie studia. Na zmianę struktury powołań wpływ mają też czynniki demograficzne. Proszę pamiętać, że w tradycyjnej rodzinie wielodzietnej z południa Polski zdarzało się, iż dwie córki szły do zakonu, trzech synów do seminarium, a pozostała piątka zostawała na roli. I to nie były sytuacje nadzwyczajne! A teraz, kiedy rodzice wychowują jedynaka, to oddanie go do seminarium jest poniekąd oddaniem wszystkiego, co mają.


Trzeba na to spojrzeć także od innej strony. Jan Paweł II w adhortacji "Ecclesiae in Europa” mówi, że w Europie mamy kryzys zdolności udzielania odpowiedzi na powołanie i w ogóle podejmowania definitywnych decyzji, także o zawarciu małżeństwa. I rzeczywiście ten wiek się podniósł zarówno na Zachodzie, jak i u nas. W Polsce w okresie transformacji wzrósł on bodajże o dwa lata.


Fizycznie, jak widać, wcześniej (śmiech). Rzeczywiście dojrzewanie emocjonalne czy społeczne jest opóźnione, ten wiek się podnosi z różnych przyczyn. Mamy dziś w Polsce cztery razy tyle studentów co dwadzieścia lat temu, więc decyzja o małżeństwie po zakończeniu edukacji się przesunęła. Kiedyś, gdy ktoś szedł do pracy po maturze i dwa lata później brał ślub, to nikogo to nie dziwiło. Teraz, gdyby chciał wziąć ślub na trzecim roku studiów, wielu mówiłoby: "Czy nie za wcześnie?”. Dwudziestolatki pełnią inną rolę społeczną niż dawniej.


Zdecydowanie rośnie rola świeckich, choć jest w tym, co pan mówi, coś na rzeczy, ale proszę pamiętać, że komunizm zniszczył w naszym Kościele wszystko, co mógł: ruchy, stowarzyszenia katolików świeckich. Zrujnowano wszelkie organizacje, w których katolicy normalnie podejmują odpowiedzialność za Kościół, więc to się dopiero z mozołem odradza.


Tu się jednak bardzo dużo zmieniło, naprawdę.


Zgadzam się, że świeccy mają wciąż szerokie pole do zagospodarowania, ale nie jest tak, że ich rola jest sprowadzona do zera. Świeccy pracują w katechizacji czy w organizacjach charytatywnych - to nie proboszcz, nawet w małej parafii, decyduje komu pomóc, to świeccy tę pomoc organizują, decydują o niej, rozdzielają ją. Są rady parafialne.


W wielu parafiach pewnie tak, ale mam doświadczenie ze swojego życia kapłańskiego, gdy pewna rada parafialna na co dzień niemrawa, potulna i mało aktywna raz się zbuntowała. Chodziło o sprzedaż działki należącej do parafii, a pieniądze ze sprzedaży ziemi miały pójść na budowę kaplicy. Stwierdzili, że chcą działkę zatrzymać, bo to ich jedyny parafialny majątek.


Nie jest aż tak bardzo wyjątkowy, jak nam się wydaje. Socjologowie religii porównują go z Kościołami na Słowacji, na Malcie, w Irlandii. Tradycyjnych społeczeństw jest zresztą więcej.


Różnią się, tak jak się różni Kościół w Polsce, gdzie do dziś można łatwo rozpoznać granice między zaborami: na terenach dawnego zaboru pruskiego w czasie mszy świętej dłużej się siedzi niż w zaborze rosyjskim, gdzie częściej się stoi lub klęczy. I te różnice są czymś naturalnym. Kościół w Polsce odgrywał bardzo szczególną rolę w historii i to nie zostało bez wpływu na jego oblicze dzisiaj. Ewolucyjny sposób wprowadzania zmian Soboru Watykańskiego II pozwolił uniknąć negatywnych doświadczeń innych krajów, gdzie wprowadzano je na żywioł.


Zamożna dama w Europie Zachodniej kupiła sobie w antykwariacie tabernakulum sprzedane przez księży, którzy tak postanowili realizować wizję Kościoła ubogiego. Tabernakulum służyło u tej pani jako buda dla psa.


Tam też nie jest normą, ale ekscesem. Istotą był brak rewolucji w Polsce, niezrywanie ciągłości z tradycją. W Polsce przetrwały nabożeństwa majowe czy czerwcowe, roraty i różaniec. Te same nabożeństwa były kiedyś we Francji, ale gdy zaczęto je wyśmiewać, to wierni się od nich odwrócili.


A skądże. Była Francja, Węgry, Portugalia.


Nie, tam nastąpiła dekapitacja królów, a królobójstwo miało również wymiar religijny. W Hiszpanii rozstrzelano serce Pana Jezusa.


Europa stała się systemem naczyń połączonych, więc ci Polacy, którzy wyjeżdżają na Zachód, podpatrują tamtejsze wzorce, czasem im ulegają, ale też wnoszą tam swoje zachowania. Kościoły lokalne w Europie są zróżnicowane i spory napływ polskich imigrantów nie pozostaje bez wpływu na nie. Przyczyny sekularyzacji tłumaczy się bardzo różnie. W latach 60. i 70. ukuto teorię spontanicznej sekularyzacji głoszącej, że w miarę modernizacji, wzrostu zamożności społeczeństw, zanikają potrzeby religijne. I stąd Kościół miałby stanąć wobec dylematu - jeśli chciałby, aby ludzie byli religijni, musieliby pozostać zacofani.


Na ich miejscu byłbym ostrożniejszy, bo historycznie rzecz biorąc, to ich paliwem była ludzka bieda i, przynajmniej w części partii lewicowych, przekonanie o konieczności utrzymywania ludzi w niedostatku.


Fakty temu przeczą. Społeczeństwo amerykańskie, które jest jednym z najbardziej zmodernizowanych i najzamożniejszych społeczeństw, jest jednocześnie bardzo religijne.


Ale Europa jest wyjątkiem, więc jeśli próbujemy tworzyć jakieś klisze, jakieś teorie, to nie twórzmy ich na bazie wyjątku, jakim jest Europa, która zresztą wymiera. Ronald Inglehart twierdzi, że współczesny świat, biorąc pod uwagę procesy demograficzne, staje się bardziej religijny.

|
To zależy, jak rozumiemy to, co istotne.


Tak. Jeśli nie bierzemy pod uwagę aspektu jakościowego, a jedynie ilościowy, to świat staje się bardziej religijny. Zresztą nawet na naszym kontynencie procesy sekularyzacyjne przebiegają różnie. Inaczej jest w Skandynawii, Belgii czy Czechach, a inaczej w Portugalii, Irlandii czy na Malcie.


Dziś mówimy, że wraz ze wzrostem zamożności następuje zmiana sposobu przeżywania religii na bardziej zindywidualizowane, następuje odkościelnienie religii. Ludzie nie rezygnują z religii, ale rezygnują z Kościoła instytucjonalnego. Charles Taylor mówił o dwóch modelach eklezjologicznych. Porównał Kościół katolicki do wielkiego statku, którym płyną wszyscy razem, na którym są kapitan, sternik, załoga. Natomiast eklezjologia protestancka wygląda tak, jakby każdy wziął jednoosobową łódkę kanadyjkę. Jest więc obdarzony większą swobodą, bo może płynąć dokąd chce, ale też jest większe prawdopodobieństwo, że po drodze utonie. Taylor mówi, że zmiany w sposobie przeżywania religii idą w kierunku, gdzie każdy płynie we własną stronę.


Czasem z wyraźną deklaracją apostazji, a czasem płyną sami sobie, uważając, że pozostają w jakimś związku z głównym statkiem. A poza tym nie wiem, czy można powiedzieć, że w pewnym sensie nie następuje renesans religii - Europa się islamizuje. Owszem, maleje liczba chrześcijan, ale wzrasta liczba muzułmanów.


I liczba ta rośnie. Francja to przykład państwa, które od dwustu lat jest ślepe na religię, nie dostrzega jej. Aparat państwowy udaje, że religia nie istnieje, a ciągle musi się z nią zmagać. Rozpada się małżeństwo i ludzie przed sądami dochodzą odszkodowań. W oparciu o co? O zasady religii, wedle której związek został zawarty. Albo poligamia.


Ale gdy przyjedzie do Francji muzułmański imigrant z wieloma żonami, to państwo co najwyżej udaje, że tych związków nie ma. Niech więc teraz ten imigrant umrze. Jak powinno działać prawo spadkowe? Co z żonami, z dziećmi?


Jak najbardziej.


Wiadomości mam dobre o tyle, że Pan Jezus powiedział, iż Kościół będzie istniał do skończenia świata, ale nigdzie nie dał nam gwarancji, że będzie istniał wszędzie. Wystarczy spojrzeć na Afrykę Północną, jedną z kolebek chrześcijaństwa, bardzo żywą do VII wieku, gdzie Kościół prawie w ogóle nie przetrwał.


(śmiech) Nie chcę niczego przesądzać. Raczej należy mówić, że jeśli nic się nie zmieni, to Europa pójdzie w tę stronę. Czy Polska się zsekularyzuje? Postawmy inne pytanie: czy miliony naszych emigrantów będą ewangelizować Europę.


Wierzę, że mogą.


Nawet małe narody jak Irlandczycy mogą mieć wpływ na całe kontynenty.


Nie chciałbym lekceważyć prostych ludzi.


A muzułmanie? Przecież to nie jest elita intelektualna Starego Kontynentu, a jednak jeśli oni mogą mieć wpływ na to, co się dzieje w Europie, to dlaczego nie może go mieć katolicki robotnik budowlany z Polski?


A to już zupełnie inna sprawa na zupełnie inną rozmowę. Chrześcijaństwo w Europie przetrwa tylko wtedy, jeśli sami chrześcijanie będą widzieć w swej religii coś wartościowego, coś, czemu warto poświęcić całe życie.

*Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz - politolog, dyrektor Instytutu Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Opublikował m.in. książki: "Europeizacja Europy. Tożsamość kulturowa Europy w kontekście procesów integracji”, "Kościół i demokracja” i (we współpracy) "Kościół katolicki w przededniu wejścia Polski do Unii Europejskiej”, "Religia i konserwatyzm: sprzymierzeńcy czy konkurenci” oraz "Religia - Tożsamość - Europa”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj