Człowiek, który nie tak dawno jawił się nam jako prawdziwy zbawca, co to może dźwignąć nasz beznadziejny futbol z kolan, dać nadzieję, pokazał nam zupełnie inną twarz. Leo . Systematycznie obraża on swoich pracodawców i otwarcie szydzi z narodowych przywar społeczeństwa, z którym musi się męczyć. Leo wysłał ostatnio tyle sygnałów, że ma już dość pracy w Polsce, że coraz bardziej jestem w stanie uwierzyć w teorię uznawaną do niedawna za spiskową: robi on wszystko, aby samemu nie rezygnować, lecz zostać zwolnionym.
„Nie chcę już słyszeć o tym Feyenoordzie... Czasem żałuję, że sam nie jestem dziennikarzem, bo to wy kreujecie całe napięcie, a ja muszę się usprawiedliwiać, nieważne, jak głupia jest ta historia” – grzmiał Don Leo.
I co się okazuje? . Zapytał o zgodę na podjęcie równoczesnej pracy w Rotterdamie prezesa Latę. Mało tego, Lato się nie zgodził, a Holender zapowiedział, że go nie posłucha, bo nikogo nie powinno obchodzić, co on robi w czasie wolnym.
Daleko mi do stawania po stronie PZPN, natomiast . Co to znaczy "w czasie wolnym"? Przecież czas pracy selekcjonera nie jest normowany i nie może ograniczać się jedynie do meczów. Gdyby tak było, miałby zajęcie ledwie przez kilkanaście dni w roku. W międzyczasie powinien jeździć po Europie, obserwować piłkarzy, rozmawiać z ich trenerami, szukać nowych rozwiązań, odwiedzać kluby, organizować seminaria dla ligowych trenerów. Jednym słowem wykonywać swoje normalne obowiązki. Jak jego najnowszy pomysł ma się do słów o wyjątkowej więzi z polską drużyną, z zawodnikami, o pełnym oddaniu tylko jednej sprawie? To jednak do szczęścia potrzebuje jeszcze jednej drużyny? Związek ma się dzielić swoim najlepiej w historii opłacanym pracownikiem?
Tak naprawdę jego . To znacznie mocniejsze niż jego niesmaczne rady w stylu: „Polacy powinni być Niemcom wdzięczni za upadek komunizmu, bo zmiany w Europie zaczęły się upadku muru berlińskiego” lub kultowy już apel, abyśmy wyszli z drewnianych chatek, bo mamy XXI wiek.
Staje się jasne, że Leo zwyczajnie ma już dość Polski i szuka jakiejś odskoczni, chce się wyrwać, myśleć o czymś innym. W XXI wieku sfrustrowany pracownik siada w takiej sytuacji do stołu ze swoim pracodawcą i w kulturalny sposób za porozumieniem stron rozwiązują umowę o pracę. Czego Grzegorzowi Lacie i Leo Beenhakkerowi wypada życzyć.