Zawsze gdy czytam takie teksty, zastanawiam się, jak powstały. Nie wierzę we własną inicjatywę autorów, gdyż nie śmiem sądzić, by ktoś mógłby być aż tak mało inteligentny, aby sam z siebie pisać rzeczy, w których logika i etyka aż tak daleko odjeżdżają od rzeczywistości.
. Radość z odwołania bardzo sprawnego szefa przez ludzi Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. Tytuł też dużo mówi: "Honor czy honorarium?".
>>> Piotr Zaremba: "Wyborcza" dopadła Skowrońskiego
Nie można było też powiedzieć, że był egzekutorem wyroków jak pewna jego koleżanka. Teraz to się zmieniło.
Pytanie: czy to wewnętrzna przemiana Pawła Wrońskiego, człowieka przecież już dojrzałego, czy jednak okoliczność zewnętrzna? Na przykład taka, że w trudnych czasach - masowych kilkusetosobowych zwolnień i zaciskania pasa - trzeba być jeszcze bardziej "agorowym", niż było się do tej pory. No bo przecież żadne niskie pobudki, np. strach, że można stracić pracę w redakcji, w której pracowało się prawie 20 lat.
Okoliczności towarzyszące tekstowi są jednak takie, że Tak samo jak na innych ludzi mediów, z którymi było jej nie po drodze. Logika zarzutów sprowadzała się do jednego: to skandal, że tacy ludzie mają jakieś audycje, że publicznie występują i ośmielają się mieć inne zdanie niż Agora. Konkretnych zarzutów nie było wcale. Sprowadzały się do tego, że Rafał Ziemkiewicz krytykuje Adama Michnika, a ktoś inny popiera lustrację.
A kolejną okolicznością jest to, że Nie tylko w walce o dusze Polaków, ale też w dzieleniu reklamowego tortu. Dziennikarz piszący tekst taki jak ten o Skowrońskim naraża się zatem na kolejne pytanie: czy występuje jeszcze jako człowiek pióra, czy już jako rzecznik zarządu koncernu?
Wroński czepia się dziennikarzy, że dostawali "konfitury" za pracę w publicznych mediach. Ci właśnie, których on nazywa "propisowskimi". Dziwny zarzut: bo albo mieli pracować za darmo, albo ustąpić miejsca tym z "Wyborczej"? Wtedy nie byłyby to już konfitury, ale ciężko i sprawiedliwie zarobione pieniądze. Sam zresztą widziałem dziennikarzy "Wyborczej" podpisujących umowy o wypłacenie im honorariów za występy w programach TVP. Nie widziałem wówczas obrzydzenia na ich twarzach.
I to wszystko dostajemy podlane moralizatorskim sosem: "Władza zawsze będzie kusiła dziennikarzy. Tylko ci, co dali się skusić, powinni pamiętać o konsekwencjach" - pisze na zakończenie swego artykułu Paweł Wroński. Sojusznicy z LPR i Samoobrony nie będą teraz kusić dziennikarzy z "Wyborczej". Nie muszą. Ci sami przybiegną na jeszcze ciepłe miejsca. W imię wzniosłych haseł o dziennikarskiej misji. Założymy się, że tak będzie?