Dziennik Gazeta Prawana logo

Walka z kryzysem? Prawdę poznamy w lipcu

29 kwietnia 2009, 12:27
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU/Inne
Polityka antykryzysowa rządu Tuska bywa porównywana do działań Hoovera z czasów Wielkiego Kryzysu. Ale ultraliberalny Hoover przegrał i walkę z kryzysem i wybory a zastąpił go zwolennik interwencjonizmu - Roosevelt. Czy ta analogia sprawdzi się w Polsce? - publicysta DZIENNIKA Piotr Gursztyn podsumowuje 500 dni walki rządu z kryzysem.

Polska gospodarka broni się przed światowym kryzysem. Ciągle nie wiemy, co to recesja, a samo pojęcie kryzysu jest szczęśliwie dla większości z nas określeniem abstrakcyjnym. Pytanie: jak długo? I czyja to zasługa? Czy wypracowanej przez lata dobrej kondycji krajowej ekonomiki, czy talentów Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego? Czas przyjrzeć się temu, co rząd realnie zrobił w zabezpieczeniu Polski przed skutkami światowej dekoniunktury. Złe czasy nie miną szybko, a skutki załamania gospodarczego naszych sąsiadów mogą poważniej niż dotychczas dotknąć Polskę już za kilka miesięcy.

Dziś już wiadomo, że - Pochwaliłem się przyjacielowi pracującemu w Ministerstwie Finansów swoim lipcowym urlopem - opowiada Marek Wikiński, poseł SLD zasiadający w sejmowej komisji finansów. - Przyjaciel zapytał, czy na pewno wyjeżdżam w lipcu. A po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej powiedział, że to wyjątkowo źle wybrany termin.

Dlaczego? Bo Jednak to, że od razu po wyborach rząd ogłosi oficjalnie nowelę, to wiadomość, którą można uznać za pewną na sto procent. - Nie można wykluczyć takiej możliwości - dyplomatycznie odpowiada szef klubu parlamentarnego PO i jednocześnie przewodniczący sejmowej komisji finansów Zbigniew Chlebowski. Inny ważny polityk Platformy, już anonimowo, dodaje: -Jestem pewny, że tak będzie. Oczywiście oficjalna decyzja jeszcze nie zapadła, ale w ministerstwie trwają prace.

O pracach nad nowelizacją donoszą też posłowie opozycyjni korzystający z własnych źródeł w ministerstwie przy ul. Świętokrzyskiej. Już ostrzą sobie zęby, bo praca nad nowelizacją budżetu będzie dla nich doskonałą okazją, by przeczołgać ministra Jacka Rostowskiego i cały rząd.

Opozycja będzie miała używanie, bo bez trudu znajdzie słowa Rostowskiego twierdzącego, że zwiększanie deficytu, jest nie dość, że szkodliwe, ale i niepotrzebne. Ta metoda jednak będzie jedyną możliwą dla urealnienia planu dochodów i wydatków państwowych. Bo skąd brać pieniądze? Urzędy skarbowe od grudnia sygnalizują spadek wpływów z dziś obowiązujących podatków. Koniunktura w gospodarce wskazuje, że pod tym względem będzie jeszcze gorzej. .

Tam jednak po podobnej już operacji robionej zimą nie ma już wielu wydatków do obcięcia. Ministrowie, tak jak szef MON Bogdan Klich, buntowali się już wtedy. Dziś, gdy większość instytucji - w tym policja podlegająca wpływowemu wicepremierowi Grzegorzowi Schetynie - ledwie zipie, ten bunt byłby bardzo prawdopodobny.

Precedens już jest, tak bowiem został potraktowany Krajowy Fundusz Drogowy. - Inną formą inżynierii finansowej jest przesuwanie płatności za zamówienia rządowe. MON brało sprzęt z Bumaru i nadal nie zapłaciło z 2008 rok - dorzuca Paweł Poncyljusz z PiS.

Bo

Oficjalną wykładnią działań antykryzysowych jest ponad 100-stronicowy dokument przygotowany przez ministra z kancelarii premiera Michała Boniego. Dokument zatytułowano "Podsumowanie 500 dni pracy rządu Donalda Tuska i koalicji PO - PSL". To jednocześnie jedyny materiał programowy, jaki otrzymali posłowie PO jako pomoc w przygotowywaniu się do spotkań z okazji 500 dni rządu.

Walce z kryzysem poświęcono dwa pierwsze rozdziały. Spis kilkudziesięciu działań, zaprezentowanych jako powody do chwały, otwiera "ustawowe umocowanie prac Komitetu Stabilności Finansowej". Dlaczego to, nie wiadomo. Nie jest to bowiem wydarzenie najważniejsze ani też pierwsze pod względem chronologii. Ta nic niemówiąca opinii publicznej instytucja to ciało, w którym spotykają się minister finansów, prezes NBP i szef Komisji Nadzoru Finansowego. Komitet istniał już wcześniej, zmiana ma charakter kosmetyczny, ale jej apologeci twierdzą, że dzięki niej jest lepszy przepływ informacji.

To, trzeba przyznać, było szybkie działanie, bo zostało uchwalone w końcu listopada. Ale... Nie wiadomo, czy można uznać to za zasługę rządu, bowiem ustawa została zgłoszona przez SLD.

Wyjątkowa jest też data. Ustawa o dokapitalizowaniu Banku Gospodarstwa Krajowego 2 mld złotych została przegłosowana 2 kwietnia. Prace nad nią zaczęły się jednak w listopadzie. - Dlaczego tak długo? W tym Sejmie przechodzą szybko tylko ustawy polityczne. Takie jak ta ograniczająca finansowanie partii - narzeka Aleksandra Natalli-Świat, PiS-owski cień ministra finansów. - Nieprawda. W Sejmie projekt przeszedł przez półtora miesiąca. Sam ponaglałem komisję finansów, by szybciej pracowała - odpiera zarzut Chlebowski.

Platformerski szef komisji mówi prawdę o sejmowej części prac nad ustawą. Ale lojalnie wobec rządu nie dodaje, że . . Podobnie jest z rozwiązaniami przyspieszającymi wypłatę świadczeń z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych dla pracowników niewypłacalnych firm. Oba projekty znalazły się w spisie rządowych zasług, jednak z małym dopiskiem w nawiasie: Rada Ministrów finalizuje prace nad projektem ustaw. - Mam nadzieję, że będą w Sejmie jeszcze przed wakacjami - mówi Chlebowski. A to znaczy, że od momentu pierwszego czytania do podpisu prezydenta upłyną jeszcze trzy miesiące. Pod warunkiem że nikt tych rozwiązań nie oprotestuje.

To powoduje, że To jeden z powodów, dla których Polacy nie zaczęli wycofywać masowo z banków swoich lokat. A wiadomo, że gdyby stamtąd uciekło około 10 proc. oszczędzających, to by doprowadziło do załamania całego polskiego sektora bankowo-finansowego. Trudno np. ocenić, czy rację ma rząd, czy opozycja w debacie o sensie dokapitalizowania BGK. Krytycy kwestionują danie pieniędzy temu bankowi, a nie np. PKO BP. Bowiem BGK ma mało oddziałów, co może powodować, że nie będzie szybko i sprawnie działał jako instytucja poręczająca programy rządowe.

"Washington Post" pochwalił liberalizm polskiego premiera, szczególnie to, że nie pompuje miliardów tak jak Obama, i władze innych krajów Zachodu. "Washington Post" co prawda nie zauważył, że Tusk nie pompuje pieniędzy, bo ich nie ma, ale ocena amerykańskiego periodyku poprawiła nastroje całej koalicji: - - cieszy się Eugeniusz Kłopotek z PSL, uczciwie przypominając, że w tym samym czasie Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił prognozę, według której Polsce grozi w tym roku recesja.

Ale Obama mimo wszystkich do niego zastrzeżeń nie przypisuje sobie jako własnych osiągnięć poprzednika. Polski rząd jako jeden z większych sukcesów własnej polityki finansowej podaje uchylenie przez Komisję Europejską wobec Polski procedury nadmiernego deficytu, czyli jednej z najważniejszych przeszkód w drodze do strefy euro. KE podjęła tę decyzję w lipcu 2008. Autorzy rządowego dokumentu zapomnieli jednak dodać, że była możliwa tylko dzięki uwzględnieniu wskaźników gospodarczych i finansowych Polski za lata 2006 i 2007. Wtedy jednak PO nie rządziła. Na dodatek wizja nowelizacji budżetu i zwiększenia deficytu może zmusić KE do przywrócenia stanu z lipca 2008.

: "Dzięki obniżeniu podatku dochodowego od osób fizycznych, uldze na wychowywanie dzieci, a także obniżeniu składki rentowej w 2009 r. w kieszeniach obywateli pozostanie w porównaniu z 2007 r. prawie 35 mld zł więcej".

W tej sytuacji punktowanie polityki finansowej i działań antykryzysowych rządu przychodzi opozycji z łatwością. Jednak oddźwięk tego jest na razie słaby, bowiem dotyczy materii abstrakcyjnej dla prawie całej opinii publicznej, a nawet dla większej części klasy politycznej. Na dodatek Oczywiście, rząd powinien zrezygnować z przypisywania sobie nie swoich zasług, propagandy sukcesu, także pouczania i atakowania - tak jak niepotrzebne były słowa Rostowskiego o PiS jako ekonomicznych ignorantach. Jednak krytycy, choć celnie punktują zaniedbania, nie proponują rewolucji. Wprawdzie Aleksandra Natalli-Świat od dawna mówiła o potrzebie zwiększenia deficytu, ale czy sama, rządząc, by to zrobiła? Przykład rządów PiS i twardej ręki Zyty Gilowskiej pokazuje, że PiS-owski minister finansów w dzisiejszej sytuacji też raczej byłby zachowawczy tak jak Rostowski. Krytykujący z lewicowych pozycji Marek Borowski jest spadkobiercą liberalnej polityki finansowej poprzednich rządów. Wszak na początku lat 90. był wiceministrem w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, a z rządu Pawlaka odszedł w proteście przeciw odwołaniu Stefana Kawalca (wówczas podwładnego Borowskiego), który potem był jednym z głównych doradców ekonomicznych Platformy.

. - Szaman polskich finansów, czaruje rzeczywistość - recenzuje go Wikiński. - Rostowski jest ortodoksyjnym przedstawicielem szkoły gospodarczej, która z rezerwą podchodzi do pobudzania gospodarki - mówi koalicjant z PSL Janusz Piechociński, który od razu dodaje: - Na szczęście nie trzyma się ostatnio sztywno tej ortodoksji.

To doktrynerstwo czy, jak kto woli, wierność wolnorynkowym ideałom, podoba się premierowi. . - Konserwatywny, starszy pan. Dobra prezencja, świetne kontakty w Europie. To przykrywa jego wady, np. ciągłe pomyłki w diagnozach ekonomicznych - mówi ważny polityk PSL.

Skąd mógłby je pożyczyć? Na dodatek stałym zmartwieniem naczelnego księgowego kraju jest poziom sprzedaży polskich papierów skarbowych. Sądząc z bardzo licznych wypowiedzi, Rostowski bardzo się tym przejmuje. Ta dbałość jest niewątpliwie jego zasługą. Argument ministra, że sprzedaż byłaby niemożliwa w przypadku złej opinii o Polsce na rynkach światowych, trzeba uznać za całkowicie prawdziwy. Podobnie prawdziwe jest jego twierdzenie, że bez wiarygodności nie przyciągniemy nowych inwestorów, zwłaszcza w czasach kryzysu. Mimo ciężkich czasów pojawiają się jacyś inwestorzy - choćby Toshiba, która chce przenieść produkcję z Irlandii nad Wisłę. - Minister dzięki tym wszystkim działaniom ustabilizował kurs złotego. Obronił ją przed atakami spekulacyjnymi. Nie płacimy przecież za euro 5 złotych - dodaje poseł PO Waldy Dzikowski.

No i wreszcie naczelny argument Platformy - zachowujmy się spokojnie, bo ludzi ogarnie masowa panika. Rostowski też używał tego argumentu, ale była to raczej domena polityków i PR-owców. Im starszy wóz, tym większy podatek -- taka miała obowiązywać zasada. Plany ogłoszono tuż przed wyborami europejskimi, a wiadomo, że ponad połowa aut w Polsce to samochody kilkunastoletnie. W kraj poszła plotka, że roczna opłata może wynieść nawet 3 tys. złotych, choć Kapica zarzekał się, że będzie to tylko kilkadziesiąt złotych. A wśród polityków, że nie chodzi tu o ekologię, tylko o znalezienie nowego źródła dochodów. Był to chyba jeden z pierwszych momentów, gdy związek między kryzysem finansowym a odpowiedzialnością rządzących przestał być abstrakcją dla zwykłych obywateli. Ale trzeba dodać, że pierwsze projekty ekopodatku powstały w MF jeszcze za rządów PiS.

Czyli w czasie prawdziwych rozstrzygnięć, a nie PR-owskich przedstawień.

Dzisiejszy kryzys jest przyrównywany do tego z 1929 r. Podobnie modele walki z nim. Symbolem jednego jest ówczesny prezydent USA Herbert Hoover, który będąc twardym wyznawcą zasad wolnorynkowych, próbował ratować gospodarkę Stanów metodami z instrumentarium tradycyjnego liberalizmu. Tuż przed wyborami prezydenckimi 1932 r., gdy było widać ich nieskuteczność, sięgnął po bardziej "socjalistyczne" metody, np. roboty interwencyjne i państwowe finansowanie wielkich inwestycji. Było już za późno. Wybory wygrał Franklin Delano Roosevelt, który przeszedł do historii jako pogromca Wielkiego Kryzysu. Udało mu się to dzięki niespotykanej wcześniej interwencji państwa w gospodarkę.

. Ale jeśli - przy wszystkich różnicach między krajami, epokami i ludźmi - przyjmiemy porównanie do Hoovera, to czas zadać pytanie: kto z krytyków liberalnej polityki rządu jest polskim Rooseveltem? I jakie ma pomysły? Przy wszystkich zastrzeżeniach do premiera, kogoś takiego nie widać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj