Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska 2030. Debata o przyszłości

18 czerwca 2009, 13:11
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Michal Kobosko
Michal Kobosko/Inne
Próba wyjścia z prognozą na 20 lat, czyli o całe pokolenie do przodu, to dowód sporej odwagi graniczącej z brawurą. Ale skreślić całkowicie tego dokumentu się nie da. Z kilku powodów - pisze Michał Kobosko, redaktor naczelny DZIENNIKA.

Raport "Polska 2030” to dokument z gatunku takich, jakie łatwo obśmiać i lekkim ruchem wywalić do kosza. Wystarczy zarzucić, że zawiera sny o potędze, gruszki na wierzbie i kolejne "cuda Tuska”, które posłużą politycznemu PR, a nie realizacji zapędów reformatorskich. Spodziewam się takich komentarzy, są najprostsze. Z drugiej strony pojawią się - już zresztą widać pierwsze - recenzje bałwochwalcze: że to publikacja o historycznym znaczeniu, przełomowa i niezwykła, bez której Polska by się zawaliła, a ludziom żyłoby się mniej dostatnio.

Spójrzmy na sprawę zdroworozsądkowo. Jej prezentacja nie przyspiesza żadnych zmian w naszej rzeczywistości. Dalej nie mamy i szybko nie doczekamy się autostrad, dalej drżymy o dostawy gazu najbliższej zimy, dalej niewielki odsetek Polaków pracuje (przynajmniej oficjalnie) i ma dostęp do tak podstawowego dobra, jakim w cywilizowanym świecie stał się internet. Półtora roku temu nikt nie był tak mądry, by przewidzieć globalny kryzys, dziś zżerający podstawy funkcjonowania światowego "starego porządku”. Dwa lata temu trudno było prognozować, że tak szybko dojdzie do zabetonowania sceny politycznej przez dwa tak silne bloki jak PO i PiS - bardzo skuteczne w zawłaszczaniu coraz szerszej przestrzeni politycznej. I zarazem organicznie niezdolne do współpracy, np. przy formowaniu jednej wizji rozwoju kraju.

Skreślić całkowicie tego dokumentu się nie da, bo po pierwsze firmuje go Michał Boni, człowiek, którego trudno podejrzewać o nieodpowiedzialność. Po drugie, raport zawiera i porządkuje ogromną ilość danych pochodzących z wiarygodnych źródłach. Po trzecie, chyba pierwszy raz w historii zamieszczono tu tak liczne rekomendacje o wszystkim i dla wszystkich. Dotąd wiele branż gospodarki i grup społecznych miało swoje własne urzędowe plany, różniące się długością perspektywy i wiarygodnością. Większość z nich pozostała na papierze i dziś nikt o nich nie pamięta, bo albo zmieniła się władza, albo też strategie krojone dla jednej grupy kolidowały ze strategiami konkurencyjnymi.

Po czwarte - i to jest właściwy powód, dla którego dziś rozpoczynamy dyskusję o raporcie na łamach DZIENNIKA - poziom debaty polskiej, nie tylko przy okazji ostatniej kampanii wyborczej, niebezpiecznie zbliża się do zera. . Uganianie się za kochankami ekspremiera, oglądanie świńskich łbów i wibratorów w rękach polityka, który udaje poważnego - to wszystko też ma swoje miejsce, ale obok, a nie zamiast. Dlatego właśnie warto pochylić się nad dokumentem, który choć mocno kontrowersyjny, wiele wnosi do debaty o nie tak odległej przyszłości. Wałęsa lubił kiedyś powtarzać, że "Zachód jeździ od lat samochodem, a my ciągle na rowerze”. Bardzo wiele się zmieniło, mamy lepsze rowery - ale to wciąż tylko rowery. Dobrze byłoby przez te 20 lat przesiąść się na coś bardziej skutecznego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj