Głód nowych nazwisk potrafi wyzwolić w układających sondażowe pytania prawdziwe wulkany pomysłowości. Tak właśnie wróciła Jolanta Kwaśniewska, która według sondażu GFK Polonia dla „Rzeczpospolitej” jako jedyna ma dziś szanse powalczyć z Donaldem Tuskiem o prezydenturę. Przegrałaby wprawdzie w drugiej turze 47 procent do 53, ale to i tak o niebo lepiej niż wynik Lecha Kaczyńskiego, który w sondażu ulega premierowi aż 26 do 74. A jednak, jak sądzę, to Kaczyński czy Grzegorz Napieralski mają dziś większe szanse na poważną walkę w roku 2010 niż była pani prezydentowa. Dlaczego? Bo mają te atuty, bez których nie można marzyć o prezydenturze.

Reklama

Po pierwsze – zaplecze i struktury. Ludzi gotowych i zdolnych zorganizować wielomiesięczny, ogólnokrajowy maraton spotkań i wieców. Do tego dołożyć to wszystko, co wiąże się ze skuteczną walką w telewizji, prasie i internecie. Po drugie – pieniądze. Według nieoficjalnych szacunków potrzeba będzie najmniej stu milionów złotych. I główne partie już dziś zbierają pieniądze, odkładając z corocznych dotacji. Nie przypadkiem kampania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego była tak skromna. Po trzecie – charyzmę, głód zwycięstwa i stalową odporność. I żadnych „chciałbym, ale się boję”. Defekty woli wykluczone.

I dlatego właśnie, z braku tych atutów, sympatyczna i lubiana Jolanta Kwaśniewska nie ma w wyborach prezydenckich szans. Podobnie jak Tomasz Lis, Kazimierz Marcinkiewicz, Rafał Dutkiewicz... Ten ostatni zresztą chyba już to zrozumiał.

A jednak – kandydatów będzie dużo więcej niż trzech, czterech. Dlaczego? Bo wybory prezydenckie pozwalają politykom spoza ekstraklasy podjąć próbę przebicia się do wąskiej elity. Dają szansę na pokazanie się wyborcom, zbudowanie struktur, a potem przekucie niezłego, np. 10-procentowego wyniku, w silną strukturę partyjną. Tak – to możliwe. Przecież właśnie dobry wynik Andrzeja Olechowskiego w 2000 roku był jednym z fundamentów powstania Platformy Obywatelskiej. Wielu zechce spróbować to powtórzyć. I dobrze, scena polityczna musi być stabilna, ale nie może śmierdzieć stęchlizną. Konkurencja jest ożywcza. Choć, szczerze mówiąc, i tu nie za bardzo widzę akurat Jolantę Kwaśniewską.