Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kaczyńscy wrócą do Europy"

12 października 2007, 13:22
Ten tekst przeczytasz w 24 minuty
Polska polityka międzynarodowa nie ma ostatnio najlepszej prasy. Tymczasem bracia Kaczyńscy po dojściu do władzy chcą zmienić wizerunek i znaczenie swego kraju.

Liderzy PiS pragną, by Polska po raz pierwszy od 1939 roku stała się aktywnym aktorem na scenie międzynarodowej i zaczęła kształtować niezależną politykę zagraniczną.

Polska polityka międzynarodowa nie ma ostatnio najlepszej prasy. Tymczasem bracia Kaczyńscy po dojściu do władzy chcą zmienić wizerunek i znaczenie swego kraju. Liderzy PiS pragną, by Polska po raz pierwszy od 1939 roku stała się aktywnym aktorem na scenie międzynarodowej i zaczęła kształtować niezależną politykę zagraniczną.


Warto zauważyć, że rok ’89 wcale nie zapoczątkował istotnej debaty na temat polskiej polityki zagranicznej. Jeden kierunek został po prostu zastąpiony przez inny. Wszystkie działania Warszawy na arenie zagranicznej podporządkowane były wówczas jednemu celowi: integracji ze strukturami zachodnimi, w tym przede wszystkim NATO i Unią Europejską. Inne cele uznano za drugorzędne. W Polsce toczyły się wprawdzie wówczas dyskusje na temat kierunków polityki międzynarodowej, ale tak naprawdę wszystkie partie polityczne prezentowały w tym względzie jednolity front.


Ta sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po roku 2001, gdy Polska stała się już członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego i wszelkie oznaki wskazywały na to, że wkrótce dołączy także do UE. Mniej więcej w tym okresie nad Irakiem zbierały się już czarne chmury; oznaki kryzysu można było dostrzec również w strukturach Unii Europejskiej. Polskie władze zaczęły wówczas pracować nad bardziej niezależnym stanowiskiem. Zarówno podczas negocjacji członkowskich, jak i po 1 maja 2004 roku Polska usiłowała zademonstrować, że ma pewne znaczenie, że warto się z nią liczyć, a nawet że jest w stanie stać się źródłem kłopotów dla lekceważących ją partnerów. Takie działania jako pierwszy podjął SLD, a szczególnie Leszek Miller, któremu grupa skrajnych eurosceptyków z Wielkiej Brytanii przyznała nawet w 2003 roku nagrodę EUROSOC za nieugiętą postawę wobec eurobiurokratów i zademonstrowanie impotencji UE.

Gigant wagi koguciej

Polscy politycy zdają sobie naturalnie sprawę, że ze względu na słabość gospodarki, państwo polskie liczy się na scenie europejskiej w umiarkowanym stopniu. Z drugiej jednak strony, Polska ma więcej ludności niż pozostałe dziewięć krajów, które wraz z nią wstąpiły do Unii 1 maja 2004 roku, razem wziętych. Siłą rzeczy Warszawa wyrasta zatem na lidera nowych członków ze wschodu Europy i staje się ich „twarzą.


PiS, które przejęło władzę po SLD, kontynuuje politykę „obrony interesów narodowych, bezkompromisowości, upierania się przy swoim stanowisku i blokowania wszelkich rozwiązań, które nie odpowiadają mu w stu procentach. Do tej pory polityka ta przynosiła całkiem niezłe efekty: jednym z nich było wynegocjowanie bardzo korzystnego dla Polski budżetu UE na lata 2007 2013. Polsce udało się bowiem wywalczyć w Unii status wyjątkowo pobłażliwie traktowanego enfant terrible. Warto sobie przypomnieć, jak dotkliwym sankcjom poddana została Austria, gdy do austriackiego rządu weszli ministrowie z populistycznej Partii Wolności Jörga Haidera. Jeśli przypomnieć sobie ówczesne reakcje, trzeba przyznać, że Unia na wybryki Warszawy patrzy przez palce. Parlament Europejski uchwalił wprawdzie rezolucję potępiającą homofobię w Polsce, ale zważywszy na to, iż przedstawiciele wchodzącej w skład koalicji rządowej LPR odwołują się do skrajnych przedwojennych tradycji nacjonalistycznych, odbudowują bojówkarską organizację młodzieżową, za jaką uznać wypada Młodzież Wszechpolską, a osoby pokroju Piotra Farfała zajmują ważne stanowiska państwowe, należało się spodziewać ostrzejszej reakcji. Europa Zachodnia ma jednak najwyraźniej wyrzuty sumienia w stosunku do krajów położonych na wschodzie kontynetu i gnębi ją poczucie winy za ich losy, a zwłaszcza za swą bierność w walce z komunizmem. Nie wygląda na to, by potrafiła w tej chwili wyrazić stanowczy sprzeciw, a tym bardziej, by zdobyła się na jakieś ostrzejsze kroki wobec Polski.

Liderzy PiS mają i to szczęście, że po faktycznym uśmierceniu Traktatu Konstytucyjnego przez Francuzów i Holendrów, właściwie nie mają czego psuć. Mogą ostro krytykować Unię Europejską, nie proponując nic w zamian i nie ma to większego znaczenia, gdyż sama Bruksela także nie zgłosiła żadnej alternatywnej propozycji wobec traktatu konstytucyjnego i szamocze się w poszukiwaniu spójnej wizji Europy. Przedłużono „okres refleksji i w pewnym sensie zapanowała nawet koniunktura na krytykowanie Brukseli.

Pora na zwrot

Zarazem Kaczyńscy zaczynają sobie chyba zdawać sprawę, że trochę przeholowali i więcej tracą niż zyskują swoją konfrontacyjną postawą. Tym bardziej, że bicie w Unię jak w bęben daje im coraz mniej w polityce wewnętrznej: poparcie polskich eurosceptyków i nacjonalistów uzyskali już i tak.

Do czasu przejęcia władzy w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich bracia Kaczyńscy skupiali się na sprawach wewnętrznych. W polityce zagranicznej, poza wspomnianymi już elementami szeroko rozumianego nastawienia eurosceptycznego, widać głównie ich proamerykanizm. Można jednak odnieść wrażenie, iż ostentacyjne popieranie Stanów Zjednoczonych wbrew postawie większości pozostałych członków UE przeznaczone jest raczej na użytek europejskich partnerów. To jeszcze jeden element strategii: „Europa nie musi nas lubić, ale musi się z nami liczyć. Trudno bowiem wskazać jakieś inne poza względami historyczno-sentymentalnymi powody, dla których Kaczyńscy upierają się przy niewiele im dającym sojuszu z Ameryką. Nie sposób, by nie dostrzegali oni, iż USA lekceważą Polskę. Zresztą nie tylko ją. Pod rządami prezydenta Busha Ameryka postawiła sobie zadanie pokazania, że jest najsilniejszym państwem na świecie i może robić, co jej się żywnie podoba bez oglądania się tak na potencjalnych przeciwników, jak na potencjalnych aliantów. Amerykanie wcale nie zabiegają o sojuszników, którzy liczą, że coś przy okazji dla siebie ugrają. Minęły już czasy „Planów Marshalla i wynagradzania wiernych przyjaciół. USA, jeśli już wchodzą w jakieś sojusze, to budują je ad hoc, dla załatwienia własnego interesu.

Wielu polskich polityków nie można wykluczyć, że należą do nich również bracia Kaczyńscy nadal łudzi się, iż Polska ma szansę zostać strategicznym partnerem USA na podobieństwo Izraela. Na to się jednak wcale nie zanosi, z dwóch istotnych względów. Po pierwsze, pomimo zaostrzającej się ostatnio retoryki, stosunki amerykańsko-rosyjskie nadal układają się dobrze. Autorytarne państwo rosyjskie jest cieniem potęgi militarnej z okresu zimnej wojny, stawia sobie zupełnie inne cele niż w okresie ZSRR i nie stanowi zagrożenia dla USA. Z amerykańskiego punktu widzenia Polska nie ma zatem istotnego znaczenia geopolitycznego. Wspomina się wprawdzie o stworzeniu w Polsce elementów amerykańskiej tarczy rakietowej, ale korzyści z niej wypływające są dla Polski co najmniej wątpliwe, tym bardziej że powstałyby razem z amerykańską bazą wojskową, co w innych krajach sprzyjało przede wszystkim narastaniu postaw antyamerykańskich.

Po drugie w Waszyngtonie często słyszy się, że Polacy i tak będą popierać USA, więc nie warto im nic oferować. Nie da się zresztą ukryć, że mimo bezkrytycznego popierania USA przez kolejne polskie rządy, Polakom nie udało się uzyskać kontraktów na odbudowę Iraku. Ta odbudowa co prawda nie zmienia specjalnie sytuacji Irakijczyków, można by nawet zastanawiać się, czy nie jest to wznoszenie kolejnych „wiosek potiomkinowskich, pozwala jednak dobrze zarobić firmom tam zaangażowanym. Warszawie nie udało się nawet załatwić zniesienia amerykańskich wiz wjazdowych dla swych obywateli, którzy liczyć mogą raczej na naciski ze strony Unii Europejskiej niż na przychylność amerykańskich „dobrodziejów. Jak na razie nic nie wskazuje na to, by bracia Kaczyńscy uzyskali coś więcej w tych i innych istotnych dla Polski sprawach.

Polska jest zatem skazana na zacieśnienie współpracy z Europą a skoro tak, nie jest wykluczone, że w ciągu najbliższych lat, zwłaszcza zaś w sytuacji, gdy Kaczyńskim uda się wygrać kolejne wybory i ugruntować swą władzę, zrezygnują oni z postawy konfrontacyjnej i dokonają proeuropejskiego zwrotu w polityce zagranicznej. Nie będą wówczas zresztą stanowić wyjątku. Wystarczy przypomnieć sobie przełom, jakiego dokonał prezydent Ronald Reagan w polityce wobec ZSRR. Po pierwszym zwycięstwie w wyborach prezydenckich Reagan prezentował się jako wojowniczy antykomunista i nie chciał iść na żadne negocjacje czy kompromisy z Imperium Zła. Natomiast od samego początku drugiej kadencji podkreślał, że można i należy współpracować z Gorbaczowem. Podczas szczytu w Rejkiawiku zaproponował zniszczenie wszystkich ofensywnych rakiet balistycznych był to krok, o jakim nie marzyli wówczas nawet skrajni liberałowie.

Kaczyńskich stać na podobne posunięcie. Biorąc pod uwagę nie najlepszą opinię o Polsce w Europie, będą startować z niskiego poziomu, ale w polityce przywilejem przywódców jest zmiana swego wizerunku niemal z dnia na dzień. Jeśli zaczną wykonywać koncyliacyjne gesty, jeździć do krajów europejskich z przesłaniem, iż Polska walczyła wprawdzie o uznanie i szacunek Europy, ale teraz pragnie działać razem z partnerami z UE, to mają wszelkie szanse na sukces.

David Ost

David Ost, amerykański politolog specjalizujący się w tematyce Europy Środkowo-Wschodniej oraz ruchów robotniczych, wykładowca Hobart i William Smith Colleges. Znawca Polski, autor licznych prac na temat opozycji w krajach komunistycznych, a zwłaszcza w Polsce, jak „Solidarity and the politics of anti-politics: opposition and reform in Poland since 1968. Tłumacz i przyjaciel Adama Michnika. Jego najnowsza książka „Klęska Solidarności: gniew i polityka w pokomunistycznej Europie ukaże się w przyszłym roku nakładem wydawnictwa Muza. Publikuje m.in. w „The Nation, „The New York Times i „Chicago Tribune







Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj