Dziennik Gazeta Prawana logo

"Premier powinien usunąć Giertycha"

12 października 2007, 14:32
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wybory samorządowe stworzyły w Polsce nową sytuację. Już po wyborze Hanny Gronkiewicz-Waltz na prezydenta stolicy okazało się, że notowania PiS wzrosły, a PO spadły. Miały na to wpływ wprost szokujące gesty wobec SLD i wylewne podziękowania dla Kwaśniewskiego - pisze w "Fakcie" Jadwiga Staniszkis.

Wyniki wyborów samorządowych pokazały także, że Polacy odrzucili upartyjnienie samorządów. Obserwujemy więc nowe zjawisko wyłonienia się Polski lokalnej wyrażającej się nie przez politykę, a reprezentowanej przez lokalne komitety. W tej nowej sytuacji miałabym dla PiS-u kilka rad.

Po pierwsze. Jarosław Kaczyński powinien pozbyć się z rządu Romana Giertycha. LPR jest dziś partią marginalną, a wizerunek PiS-u, szczególnie za granicą, jest zdominowany przez retorykę Ligi. Dlatego mariaż z Giertychem jest szkodliwy. W dodatku lider LPR podczas wyborów samorządowych zachowywał się wybitnie nielojalnie. W Krakowie Liga wprost nawoływała do głosowania przeciwko kandydatowi PiS Ryszardowi Terleckiemu. Jestem także przekonana, że rzucenie hasła radykalizacji ustawy antyaborcyjnej przed wyborami kosztowało Kazimierza Marcinkiewicza przegraną w wyścigu o fotel prezydenta stolicy. Temat aborcji wywołał ogromne poruszenie nie tylko w organizacjach feministycznych, ale w ogóle wśród kobiet w Warszawie.
Po drugie. Giertycha w fotelu ministra edukacji powinien zastąpić Kazimierz Marcinkiewicz. To jest jedyne stanowisko, do objęcia którego Marcinkiewicz jest predestynowany. To byłoby dla niego wielkie wyzwanie. Jednocześnie ludzie zobaczyliby, że Marcinkiewicz nie idzie tam, gdzie są pieniądze, czyli do Orlenu lub do resortu pracy, którego nie zna, ale tam, gdzie na prawdę może coś dobrego zrobić. W takiej sytuacji Marcinkiewicz ma szansę utrzymać się na szczycie i zwiększyć swoją polityczną rolę.

Po trzecie. PiS musi się teraz skoncentrować na dobrym rządzeniu, skończyć z upartyjnianiem państwa, oprzeć się na fachowcach, przeprowadzać dalsze zmiany w państwie. Partia Kaczyńskich powinna rządzić dla przyszłości, a nie tylko rozliczać się z przeszłością. Skoro przyjęto już kluczowe z punktu widzenia programu PiS ustawy, punkt ciężkości polityki powinien przesunąć się z parlamentu na rząd. Wielkim sukcesem gabinetu Kaczyńskiego byłoby przeprowadzenie racjonalizacji finansów publicznych połączone z efektywną polityką społeczną. Dobrze byłoby, gdyby udało się rozpocząć rozwiązywanie problemów związanych z bezpieczeństwem energetycznym Polski, wykorzystać środki unijne do rozpoczęcia inwestycji z np. dziedziny energetyki atomowej. Gabinet Kaczyńskiego powinien kontynuować dobrą i skuteczną pracę, jaką robią Dorn i Ziobro (mam na myśli walkę o praworządność i walkę z korupcją). A także wyciągnąć wnioski z likwidacji WSI i stworzyć mechanizmy kontroli parlamentu nad służbami specjalnymi. Wtedy jego rządy mogłyby zostać uznane za sukces. W takiej sytuacji większość w parlamencie nie byłaby już potrzebna.

Po czwarte. PiS powinien zmienić styl rządzenia na taki, który będzie się koncentrował na rozwiązywaniu konkretnych problemów. Powinien wykorzystać to, co rozpoczął Marcinkiewicz, a na co odpowiedział Rokita, czyli nawiązywać współpracę i porozumienie dotyczące tych poszczególnych problemów. To udało się na przykład ostatnio przy sprawie veta wobec rozmów z Rosją. Ten ruch był pozytywnie oceniany nawet w samej Rosji w środowiskach specjalistów od energii. Oni boją się ryzykownej dla Rosji taktyki opartej na przerzuceniu środków Gazpromu na kupowanie rurociągów w Europie. Chodzi o to, by de facto zmusić w przyszłości Niemców do zainwestowania w gaz. To jest wielka szansa dla Niemiec, aby stały się potęgą w obszarze, którego do tej pory nie udało im się opanować. W dłuższej perspekywie oznaczałoby to jednak klęskę Rosji. Dlatego poważni fachowcy od spraw energetyki popierają wysiłki Polski, by sformalizować Europejską Kartę Energetyczną. Polityka rządu Kaczyńskiego wydaje się w tej sprawie bardziej racjonalna niż kiedykolwiek wcześniej.

Po piąte. PiS nie powinno działać na rozbicie PO. To się po prostu nie opłaca. Politycy PiS powinni raczej spokojnie przyglądać się, jak PO wpada w pułapkę współpracy z SLD. Widzieliśmy już pierwszą reakcję wyborców na poparcie Hanny Gronkiewicz -Waltz przez Kwaśniewskiego, wyrażoną raptownym spadkiem notowań PO i wzrostem notowań PiS-u. Taki rozwój wypadków może doprowadzić do sytuacji takiej, jaka miała miejsce na Węgrzech, w Budapeszcie. To skończy się dla Platformy źle. Tusk nie jest w stanie zniszczyć PiS-u obranymi metodami. A do tego trzeba było widzieć jego minę, gdy pani Gronkiewicz-Waltz dziękowała najpierw Kwaśniewskiemu, a potem jemu. Jeżeli Tusk ma instykt samozachowawczy i myśli o Polsce, to nadszedł moment na refleksję.

Po szóste. Nie przejmować się Andrzejem Lepperem. Ten akurat może w rządzie pozostać, bo stworzył sobie w Ministerstwie Rolnictwa świetny zespół fachowców.
Rada ostatnia, choć na pewno nie najmniej ważna, jest taka, by PiS powróciło do politycznego centrum. Musi spróbować odzyskać centrowych wyborców, czyli m.in. inteligencję i młodzież. PiS jest do tego zdolne, jeśli jego twarzą nie będzie Giertych czy Gosiewski, tylko ci ludzie z rządu, którzy znają się na tym, co robią.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj