Dziennik Gazeta Prawana logo

"Czy ten kryzys wzmocni PiS?"

12 października 2007, 14:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dla premiera Jarosława Kaczyńskiego zeszłotygodniowe kłopoty Ligi Polskich Rodzin i najnowsze kłopoty Samoobrony to szansa na pewien polityczny zysk. To jednak także ogromne niebezpieczeństwo - pisze w "Fakcie" Tomasz Lis.
Zysk, bo obaj koalicyjni partnerzy Prawa i Sprawiedliwości, wcześniej osłabieni wynikiem wyborów samorządowych, kolejnego ciosu mogą nie przeżyć. Z drugiej jednak strony, zsumowane kłopoty obu tych partii mogą doprowadzić koalicję do punktu, w którym przestanie ona istnieć.

W obu przypadkach premier Kaczyński zareagował racjonalnie. Obie sprawy bada prokurator. Jeśli jednak kolejne afery, a szczególnie seksafera w Samoobronie, nabiorą dynamiki i pojawią się nowe informacje, to premier może poczuć presję, być może także ze strony własnej partii, by sprawę zakończyć definitywnie. Ciężko będzie na dłuższą metę, przy rozkręcającym się skandalu, posługiwać się w nieskończoność formułą: "czekamy na ustalenia prokuratury", ewentualnie na "rozstrzygnięcie sądu". Politycznie korzystny jest dla Prawa i Sprawiedliwości fakt, że współpracuje z coraz słabszymi koalicjantami, tak zajętymi swoimi problemami, że nie są zdolni do tego, by stawiać własne warunki. Jednak estetyczny kłopot, jaki miał PiS kilka miesięcy temu zawierając koalicję z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, może urosnąć do gigantycznych rozmiarów. Jak tu bowiem budować IV RP i jak przeprowadzać rewolucję moralną, mając na karku lub koło siebie ludzi oskarżanych przynajmniej o tolerowanie wybryków rasistowsko-nazistowskich z jednej strony, a seksualnych ekscesów z molestowaniem, szantażem i korupcją z drugiej? Tu masa krytyczna może sprawić, że w którymś momencie PiS stwierdzi, że zaniechanie, bezczynność i czekanie może uderzyć w samo Prawo i Sprawiedliwość.

Polska specyfika polega na tym, że często z bardzo nadmuchanego balonika błyskawicznie uchodzi powietrze. Tak było w przypadku tzw. kaset prawdy. Trudno powiedzieć, czy tak samo będzie także tym razem. Zależy to w największym stopniu od tego, co jutro, pojutrze i w następnych dniach będą publikowały gazety oraz od tego, jak do całej sprawy ustosunkuje się opinia publiczna. Czy zwycięży odruch bagatelizowania tego, co się stało, czy oburzenie i potępienie. Jeśli to drugie, to jaki będzie wymiar i skala owego oburzenia i potępienia? Rozwój sytuacji jest tak naprawdę nieprzewidywalny. Trudno jednak sobie wyobrazić, że wszystkie te śmieci uda się teraz zamieść pod dywan.
Tomasz Lis (40 l.), dyrektor programowy Polsatu
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj