Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nowy metropolita musi pogodzić Kościół"

12 października 2007, 14:59
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Polski Kościół znajduje się na zakręcie. I choć na moment jego stery przejął sam Benedykt XVI, to z problemami, których wyrazem stała się "afera abp. Wielgusa", będzie musiał poradzić sobie sam. A terapia nie będzie ani krótka, ani prosta - pisze w DZIENNIKU publicysta Tomasz P. Terlikowski.
Takiego kryzysu jeszcze polski Kościół nie przeżył. Z jednej strony niemal zjednoczona w obronie abp. Stanisława Wielgusa hierarchia wspierana przez Radio Maryja i "Gazetę Wyborczą" oraz prostych ludzi, których udało się wciągnąć w obronę kapłana agenta. Z drugiej strony ludzie młodzi, wykształceni świeccy wspierani przez media, ale także modlitwę księży i zakonników, którzy sami często nie mogli zabrać głosu w tej sprawie. Obie strony trwały w swoistym klinczu. Język debaty coraz bardziej się radykalizował (także nie bez mojej winy), argumenty stawały się coraz bardziej dramatyczne. Sobota była dniem przełomowym. Wiele wskazywało na to, że jasne dowody agenturalnej przeszłości abp. Wielgusa nie przekonywały Stolicy Apostolskiej do zmiany decyzji personalnej (albo po prostu do niej nie dotarły).

W wielu kościołach panował przygnębiający smutek i niezgoda na to, co się wydarzyło. Dzwoniący do mnie księża często retorycznie pytali: "Jak mam zaprosić księdza arcybiskupa na spotkanie ze studentami? Co on ma im powiedzieć?" Inni prosili: "Kiedyś my walczyliśmy za was świeckich, dzisiaj wy walczcie za nas". Warszawscy dominikanie na wieczornych mszach jasno deklarowali, że nie potrafią zrozumieć decyzji o ingresie i wzywali do modlitwy za prześladowanych w intencji prawdy. Były jednak i takie świątynie, gdzie modlono się we wręcz przeciwnej intencji, by abp. Wielgus wytrzymał wściekły atak mediów i by to on zwyciężył. Jednym słowem Kościół - choć zjednoczony wokół eucharystii - głęboko się podzielił.

Zadanie jednania
Decyzja Ojca Świętego wcale zresztą tego podziału nie zmniejszyła. Widać go było nawet w archikatedrze, gdzie choć większość stanowili zwolennicy abp. Wielgusa, którzy wspierali go gromkimi okrzykami, nie brakowało także ludzi, dla których jego ingres był wielkim problemem. Jeden ze starszych i bardzo zasłużonych dla warszawskiego Kościoła duchownych, który całkiem niedawno wyjechał pracować w krajach byłego Związku Sowieckiego, stwierdził przed mszą krótko: "Jeśli pastorał nieść będzie Wielgus, to ja wychodzę".

Homilia prymasa Polski Józefa Glempa nie załagodziła sytuacji. Można ją było odczytać jako frontalny atak już nie tylko na dziennikarzy, ale także na Instytut Pamięci Narodowej, połączony z mową obrończą abp. Wielgusa. Zdaniem prymasa, ks. Wielgus był gorliwym kapłanem, który się nie podobał i dlatego został uwikłany w zależność wobec SB… W podobny ton uderzył zresztą abp Józef Życiński, dla którego decyzja abp. Wielgusa nie była związana z kwestiami moralnymi, lecz jedynie spowodowana realizmem."Nie da się bowiem kierować diecezją i budować Kościoła, mając tak dużo zagubionych osób nastawionych sceptycznie i programowo krytycznych" - mówił KAI arcybiskup.

Ton prymasa Polski podjęło później Radio Maryja, szczegółowo omawiając szczegóły z m.in. mojego (ale nie tylko) życia, sugerując, że jestem alkoholikiem (pewnie, nawet ślub miałem w wieku 23 lat bezalkoholowy, więc pewnie jestem zaszyty), rozwodnikiem (pozdrawiam moją pierwszą i jedyną żonę!). Zwolennicy abp. Wielgusa wyszli także na ulice, manifestując przed siedzibą arcybiskupów warszawskich.

Wszystko to piszę nie po to, by użalać się nad sobą, ale by pokazać, jak głęboki jest podział, który dotknął polski Kościół. Bo choć badania (także te publikowane w DZIENNIKU) zaświadczają, że większość Polaków była za rezygnacją abp. Wielgusa, to trudno lekceważyć głos liczącej się, zaangażowanej i oddanej Kościołowi grupy wiernych skupionej wokół Radia Maryja. Dlatego największym wyzwaniem, jakie staje obecnie przed Kościołem, jest przywrócenie jedności i atmosfery dialogu. Wykluczanie z Kościoła (tak zwolenników, jak i przeciwników lustracji), obrzucanie się obelgami czy pełne pogardy milczenie są najgorszą drogą, jaką podążyć może Kościół hierarchiczny. A niestety ton kazania prymasa Polski wskazuje, że może się tak zdarzyć.

Wezwanie do działań

Nie mniej istotny jest powrót do memoriału Episkopatu w sprawie lustracji. Gdyby od razu po publikacji rozpoczęto jego realizację, sprawy mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Tak się niestety nie stało. Tym bardziej że prymas w swoim kazaniu uznał zawartość archiwów IPN za "świstki" papieru, a samą instytucję za niewiarygodną. Przyjęcie takiej linii postępowania będzie oznaczało, niestety, kolejne skandale lustracyjne, przed którymi Kościół będzie się ratował, nie szukając prawdy, ale chroniąc kolegów i zaprzeczając. A to skutkować będzie wyłącznie postępującym upadkiem autorytetu instytucji kościelnych, które będą postrzegane jako niezdolne do nawrócenia i stanięcia w prawdzie.
Pozostaje mieć nadzieję, że ta linia nie będzie jedyną. I wcale nie chodzi tylko o kwestie lustracyjne. Bowiem jeśli taki styl postępowania, jaki zaprezentował dziś prymas Polski, stanie się powszechny, to także w przypadkach skandali seksualnych czy finansowych obrona hierarchów za wszelką cenę będzie priorytetem. A na takiej podstawie trudno jest zbudować normalnie funkcjonującą społeczność.
Istotą obecnej afery nie jest to, że arcybiskup w przeszłości dał się kupić, ale że kłamał, że w obronę jego "dobrego imienia", bez sprawdzenia wiarygodności informacji, zaangażował się niemal cały Episkopat. I nikt (z chlubnym wyjątkiem abp. Tadeusza Gocłowskiego) nawet nie próbował za to przepraszać.

Szukajmy świętego Ambrożego
Budowanie jedności, ale i odbudowywanie wiarygodności polskiego Kościoła nie odbędzie się jednak bez świadków wiary, także na stanowiskach biskupich. Dlatego tak istotne jest, by nowym metropolitą warszawskim został ktoś z młodszego pokolenia duchownych, wychowanego przez Jana Pawła II. Młodość, dynamizm, brak uwikłania w przeszłość, jak również koleżeńskie powiązania mogą się stać siłą warszawskiego Kościoła i przerwać marazm zdecydowanej większości polskich biskupów. Powołania, które rodziły się za czasów pontyfikatu Jana Pawła II, księża, którzy byli przez niego formowani i wyświęcani, są już na tyle dojrzali, by zacząć obsadzać nawet najważniejsze stanowiska w polskim Kościele. To oni dzięki zaangażowaniu, wierze i miłości do Kościoła mogą rzeczywiście przeprowadzić polski katolicyzm przez Morze Czerwone. Tak jak robią to biskupi i księża z pokolenia JPII w Stanach Zjednoczonych, gdzie trzeba było posprzątać po skandalach pedofilskich.

Wiele wskazuje na to, że bez takiego - młodego, dynamicznego, niebojącego się rzeczywistości metropolity warszawskiego - trudno będzie poradzić sobie z wyzwaniami stojącymi przed polskim Kościołem. Starsi wiekiem hierarchowie coraz częściej sprawiają wrażenie, jakby chcieli spokojnie doczekać do emerytur, a nie walczyć o każdą zaginioną duszyczkę. Święty (w tym wypadku zdecydowanie nieświęty) spokój jest zaś dla nich często jedną z ważniejszych wartości.

Nie wiem, kto powinien zostać nowym metropolitą. Ale wiem jedno: potrzebna jest teraz wytrwała modlitwa katolików w Polsce i na świecie oraz roztropny osąd Stolicy Apostolskiej, tak by nowy metropolita warszawski jak niegdyś prymas Wyszyński mógł rzeczywiście tchnąć nowego ducha w polski katolicyzm.
Tomasz P. Terlikowski - doktor filozofii, tłumacz, publicysta.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj