Dziennik Gazeta Prawana logo

"Hierarchowie otrzymali bardzo gorzką lekcję"

12 października 2007, 14:59
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Rzadko kiedy historia - zwłaszcza historia Kościoła - biegnie tak szybko, jak w ostatnich dniach. W piątkowe południe pogrążony byłem w głębokim smutku - pisze w DZIENNIKU Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny miesięcznika "Więź".
Rzetelny komunikat Kościelnej Komisji Historycznej i obszerne zaprzeczenia ze strony abp. Stanisława Wielgusa stały ze sobą w pełnej sprzeczności. Komisji należało się uznanie, gdyż stała się jedyną agendą Konferencji Episkopatu Polski ratującą jej honor. Biskupowi zaś można było współczuć, że wciąż nie potrafi szczerze i uczciwie spojrzeć we własną przeszłość.

Nowe wyznanie
Wieczorem tego samego dnia sytuacja się zmieniła - nowy metropolita warszawski wyznał swój błąd (nie precyzując, jaki) i skierował, niespotykanie pokorną jak na księcia Kościoła, prośbę do diecezjan: "Jeśli mnie przyjmiecie, o co ze skruszonym sercem proszę…". Ogłosił też, że oddaje się do dyspozycji Benedykta XVI.

Odebrałem to wyznanie bardzo dobrze, widząc w nim krok łagodzący nastroje społeczne w obliczu nieuchronnego już - jak się wydawało - ingresu. I choć serce bolało, że wyznanie przyszło dopiero pod naciskiem opinii publicznej; że obejmując urząd następcy wielkich prymasów Polski, abp Wielgus trwał w kłamstwie - uważałem, że człowiekowi, który w pokornym tekście prosi o przebaczenie swoich win, należy się miłosierdzie.

Czym innym jednak jest przebaczenie skruszonemu człowiekowi, a czym innym przekonanie, czy ten konkretny człowiek jest odpowiednim kandydatem na metropolitę warszawskiego. Jeden z młodych księży spytał mnie, jak on, zwykły prosty kapłan, ma teraz tłumaczyć ludziom, że warto żyć w prawdzie, skoro jednym z najważniejszych biskupów został człowiek, który kłamał w żywe oczy i przyznał się dopiero pod presją?

Nowa nadzieja
W sobotę znowu pojawiła się nadzieja. Wysłuchałem kazania, w którym ksiądz - nawiązując do ewangelicznej historii trzech króli - stanowczo podkreślał, że nie można wchodzić w żadne potajemne pertraktacje z Herodem ani żadnym innym złem. Nazwisko abp. Wielgusa nie padło ani razu, ale wszystko było jasne. Okazało się, że także inni księża potrafili znaleźć odpowiednie słowa do nazwania sytuacji. Serca rosły: a więc ta gorzka lekcja nie idzie na marne, zaczynamy wyciągać wnioski z tej tragicznej historii…

W niedzielę rano - niczym w poranek Zmartwychwstania - pojawiła się informacja o wielkim przełomie w całej sprawie. Ingres odwołano, abp Wielgus zrezygnował z urzędu, a papież przyjął tę rezygnację. Papież dostrzegł znaczącą zmianę stanowiska arcybiskupa w ocenie własnej przeszłości i najwyraźniej uznał, że nie jest dobrze, aby pasterzem Kościoła warszawskiego, nauczycielem sumień mieszkańców europejskiej stolicy zostawał kapłan mający tak poważne problemy z rozróżnianiem i nazwaniem zła w swoim życiu.

Tak bezprecedensowa i błyskawiczna decyzja Watykanu wydawała się zakończeniem sprawy. Odetchnąłem - będzie można zająć się lizaniem ran Kościoła, wspólnym wyciąganiem wniosków z tego gorzkiego doświadczenia, nazywaniem problemów i leczeniem kryzysu, w jakim znalazł się nasz Kościół.

Nowe rany

Niestety, stało się inaczej - ran jeszcze przybyło, i to za sprawą kolejnych błędów ludzi Kościoła. Najpierw księża zaniedbali oficjalnego przekazania ludziom zgromadzonym wokół katedry informacji o dymisji abp. Wielgusa. Ludzie ci uznali zatem, że muszą zamanifestować swoje niezadowolenie. Co gorsza, nastroje podgrzało jeszcze fatalne kazanie kard. Józefa Glempa.

Zamiast lać oliwę na wzburzone fale, prymas wlał ją do ognia. Zamiast w krótkich słowach wezwać do modlitwy i skupienia, zaczął nieudolnie bronić dawnej postawy ks. Wielgusa. Dokumenty świadczące o jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa nazwał lekceważąco świstkami. Prymas skrytykował IPN i praktycznie zakwestionował wyniki prac Kościelnej Komisji Historycznej przekazane Benedyktowi XVI, które były podstawą zmiany papieskiej decyzji. Swoimi słowami kardynał sprowokował także przekształcenie eucharystii w demonstrację - łącznie z okrzykami i oklaskami na stojąco.

Słusznie apelując o miłosierdzie dla grzesznika, prymas całkowicie zaniedbał wymagania prawdy. Rozróżnienie grzesznika od grzechu nie oznacza przecież lekceważenia grzechu. Wręcz przeciwnie, dopiero nazwanie grzechu po imieniu umożliwia grzesznikowi nawrócenie. Miłosierdzie jest w samym sercu chrześcijaństwa, lecz bez oparcia na prawdzie przekształca się w dobroduszną naiwność. Udawanie, że nic się nie stało i usprawiedliwianie grzesznika - gdy stało się coś ewidentnie złego - to duchowa pułapka. A w konsekwencji granica między dobrem a złem zaciera się coraz wyraźniej…

Nowy początek?
Wciąż wierzę, że kryzys ostatnich dni może być dla Kościoła w Polsce lekcją oczyszczającą. Jak kiedyś przenikliwie podkreślał ks. Józef Tischner, polska religijność nie przeszła przez ogień racjonalistycznej krytyki. Być może teraz, na początku XXI wieku, mamy przeżyć nasze polskie katharsis - oczyszczenie naszej religijności z tego, co w niej fałszywe, faryzejskie, tylko zewnętrzne? A dalej: otwarcie na duchową głębię, na umiejętność uznania grzechu i doświadczenie przebaczenia, na Kościół, który kroczy drogą człowieka? Może nauczymy się życia w prawdzie? Może przełamane zostaną zaklęte kręgi nieufności między duchownymi a świeckimi? Może wreszcie nauczymy się zarządzania kryzysowego w Kościele?

Bóg potrafi wyprowadzić dobro z każdego zła. Zastanawiałem się wielokrotnie, co też chce nam Pan Bóg powiedzieć, dopuszczając to wszystko. Nie potrafię jeszcze odpowiedzieć na to pytanie. Bez znalezienia tej odpowiedzi - i to najlepiej odpowiedzi wspólnej dla różnych środowisk katolickich, które połączył protest przeciwko lekceważeniu przez Kościół wymogów prawdy i sprawiedliwości - ta gorzka lekcja poszłaby na marne.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj